sobota, 11 stycznia 2014

Kiedy poczułam to COŚ...?

Do Jeep-ka nie miałam żadnego sentymentu - pomimo, że pierwszy rajd był bardzo udany. Tak naprawdę - dopiero gdy Mąż Mój - Pierwszy Najlepszy, zabrał mnie na zwykłą przejażdżkę już Patrolem po niegroźnej kałuży po ciechanowskich lasach - poczułam, że to mi się podoba.
NIE! Poczułam, że to mi się zajebiście podoba! Jeździłam po owej kałuży w tą i spowrotem jak nienormalna:) Teraz wydaje mi się, że przejechałam ją chyba ze 30 razy i za każdym razem coraz śmielej, szybciej i z pazurem. I darłam przy tym gębę  - na początku ze strachu - później z radości. I wyrzuciłam z siebie dużo brzydkich słów, których tu nie chcę cytować.