sobota, 6 lutego 2016

Kolno 4x4 Winter Trap IV 2016 - jak Maciej i Mieszko zdobywają puchary

W piątek - tuż przed rajdem - Mąż Mój - Pierwszy Najlepszy nie może się skupić, pakuje się, jedzie po lawetę, ładuje interkomy, szuka jak zwykle ładowarek itd.

Cały wieczór słyszę tylko jedno:
- Nastaw mi budzik na 4:00
- ok
Po 15 minutach:
- Nastawiłaś budzik?
- Tak, na 4:00
Po godzinie:
- Nastawiłaś ten budzik?
- Tak, na 4:00
Przed zaśnięciem:
- Budzik to mi nastawiałaś na 4:00?
- Tak, Q.....WA :) na 4:00! 
- Ok - kocham cie:)


Zrozumiał:D
I tak obudził się o 3:00 i już się tam krzątał:D więc budzik wyłączyłam i na drugi boczek :)

Pojechali - MM-PN i pilot - zwany przez naszą córkę - Gnieszko :)
Zdaje się, że trasa mijała im w dobrym humorze:


Całość najlepiej opisał na facebook Gnieszko. Nie mogłam się powstrzymać, ale wcześniej poprawiłam błędy ortograficzne co by się lepiej czytało :) 

Winter Trap IV - czyli nikt nic nie wie, każdy jedzie i wszyscy dobrze się bawią. 
4.00 budzi mnie - Żona ( wstawaj jedziesz na rajd ) Ja pierd, jak nigdy na równe nogi mózg jeszcze nie funkcjonuje, łazienka kibel deska w górę i tak sobie leje, leje i zaczyna do mnie dochodzić która jest godzina. Ostatnie skapanie i z powrotem do łóżka, gdzie już czekała na mnie noga, noga mojej żonki, która nie pozwala się położyć. I tyle se pospałem. Więc szybkie śniadanie, kąpiel, ubieranie. I po 45 minutach stałem przed samochodem, tak to było szybkie bo mój mózg mówił wracaj do sypialni położysz się na dywanie. Szybka trasa po lawetę, auto załadowane już czeka. Jedziemy po Maćku Maćku i tak patrzę sobie na tych wszystkich ludzi w samochodach i zastanawiam się czy oni są pojebani że tak wcześnie wstaja czy też maja jakieś zjebane hobby, które każe im nie spać.
Dojazd po Maćka, szybkie pakowanie, i jedziemy.
Po drodze śpiewanie discopolo bo taką zajebistą płytę ktoś w lawecie zostawił ( nie ukrywam że mieliśmy ją zajumać, ale zapomnieliśmy... miejmy nadzieję, że następnym razem jak weźmiemy lawetę też tam będzie) I już zachowywaliśmy się jak najebani. No to pora się przespać w lawecie. A gdzie spać?? O dupach gadaliśmy całą drogę - opony mam do dupy, przeguby do dupy i tak dalej.
Dojeżdżamy na bazę, już powoli się zjeżdżają , tylko że to nie jest baza tylko jakiś inny ośrodek, żeby sobie nikt nie pomyślał to jesteśmy ogarnięci czasem po prostu nam to nie wychodzi.
Więc dojeżdżamy na prawidłową bazę, ludzi od pyty.
Czas się przebierać, Organizatorzy twierdzą, że wody nie będzie więc gumowe majty zostają w lawecie. Zakładamy wysokie buty, brudne ciuchy kominiarkę kask, no i wszystko muszę zdjąć bo nie założyłem kalesonów czytać, bielizny termoaktywnej. Wiec jeszcze raz to samo plus bielizna termoaktywna.
Odprawa.. coś tam powiedzieli.. kilka pytań szybkie czy foto pieczątki są po kolei (skłamali)
Wyruszamy na Prolog z lotnym zakończeniem. Trochę się odstali, ale skorzystali i odlali się bo już 10, a ostatnie lanie było o 4 rano.
Ruszyli w piachu na 1,5 km prostej po zwycięstwo, i według rooadbooka (przynajmniej na początku mieliśmy wrażenie że to tak się nazywa) do pierwszej próby jak po sznurku. Wjazd na pierwszą próbę, szybka akcja i wszystko idzie na kołach, ale nie zgadza nam się ilość z tym co jest na roadbooku, ktoś tam strzelił, że jest dużo mniej, ale nikt nie wie ile. Jedziemy dalej i zaczynają się schody spotykamy dość pokaźną ekipę, która szuka drogi. No roadbook jest, ale wszystko wskazuje na to że roadbook jest skopiowany z imprezy w innym województwie. Żartów z tego dużo, ale na jakimś moście miał być punkt kontrolny to śmigamy po różnych wsiach, do jakiegoś mostu, myślę że spokojnie godzinka w plecy ale pocieszające wszyscy mają tak samo źle roadbooka jak my. No i się zaczęło... robiliśmy po kolei a tu zonk. Gościu w czerwonym pulowerku z polaru zaczyna się sadzić, i kij czar prysł, zamiast nam wytłumaczyć, to zaczyna się rzucać. Kij brakuje nam na pierwszej pojedziemy zrobić, ale niesmak pozostaje, Roadbook pokazuje 27 na pierwszej i 9 na drugiej my mamy z 16. Ale więcej nie było jak się okazało na próbie, bo sędziowie nic nie wiedzieli ile co gdzie i gdzie jechać. I tak do samego końca Rooadbook się nie zgadza z punktu kontrolnego jakimś cudem trafiamy na 3 próbę z 3 na 5 i później na 4 i do bazy z bazy znowu na pierwszą szukać tej pieczątki, i o 15.30 jesteśmy na bazie gdzie nikogo nie ma, po krótkim telefonie mamy wpisać sobie czas trzymając się z innymi zawodnikami żeby sobie poświadczyć że tak skończyliśmy. Ja pierdole bajzel przysłonił całą zabawę. Przebraliśmy się , umyliśmy ręce i ryje bo tylko tyle zdołaliśmy ubrudzić, i czekamy na bankiet.
I tu się zaczeło Maćku Maćku jak zwykle nie zapomniał turboptysiów, więc zaczęliśmy od właśnie picia gdzie po 4 już zaszumiało, a po 8 już było obojętne, tak jest jak się człowiek o 4 rano obudzi a pójdzie spać około 1 bo się na rajd pakuje. No i Brawo przy rozdaniu okazuje się, że 2 miejsce i gar będzie u Maćka półkę zdobił.
Generalnie podsumowując - impreza bardzo fajna, roadbook był tak samo popieprzony dla wszystkich więc każdy musiał mózgiem ruszyć więc nie przeszkadzało - Próby techniczne fajne, bankiet idealny, przynajmniej dla nas bo my nawaliliśmy się tak jak lubimy. Brawo Kolno Offroad!

I fotorelacja :) 




Strasznie byłam z nich dumna!!! Ogromnie!!! Najbardziej!!! Ach i Och!!! Uwielbiam:) 





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz