niedziela, 20 marca 2016

„Przeprawowe Mistrzostwa PENRITE H6” I RUNDA - Jura Krakowsko-Częstochowska

Rajdy H6 to eliminacje ogólnopolskie. To nie jest zwykła pojeżdżawka po błotku...

Organizator tak przedstawia H6:
"Przeprawowe Mistrzostwa PENRITE H6 to rajd jakiego jeszcze w Polsce nie było. Po raz pierwszy połączono formułę 6-godzinnego maratonu, z przeprawowymi odcinkami specjalnymi w stylu Poland Trophy."


Wspominałam już w poprzednim poście jak było w skrócie:) Teraz "zaprzęgłam" Męża Mojego - Pierwszego Najlepszego, aby skleił kilka słów jak było dokładnie. Miało być krótko - jak widać się nie dało :D

"Jeszcze rok temu, gdy oglądałem filmiki z H6 to na samą myśl, że mógłbym w tej imprezie uczestniczyć pociły mi się ręce. Chyba w listopadzie 2015 r. już się zapisałem. A potem obserwowałem...i im więcej załóg się ujawniało, które będą jeździć, tym bardziej miękła mi pała...*(*przypis od Żony: TO NIEPRAWDA! :D) W zasadzie po co jechać i niszczyć sprzęt skoro w naszej klasie motory minimum 4,0 BMW po 300 koni i zawodnicy z czołówki polskiej przeprawy, a ja co ?;-) 4 rajdy po wsiach Złomkiem...porównanie jak gówno do twarogu :-) ale cóż... zapłacone wiec szkoda żeby kasa przepadła - trzeba jechać.:-)
Od miesiąca męczyłem Pawlaka żeby ogarnął mi Złomka na rajd, na którym padają auta po 200-300 tys zł. "Chyba nie da się" - powiedział. - "Ale zobaczę co da się zrobić..."
Oczywiście zabrał się za niego 3 dni przed imprezą :-) Podał listę części, które już czas wymienić, bo klękły ;-(
Lista była spora i zabolało po kieszeni:)
Długo by wymieniać, ale najważniejsze to: łożyska do półosi, łożyska do reduktora, stara lina syntetyczna, dziurawy tłumik, nowe hamulce i jeszcze jakieś inne pierdoły.. a no i jeszcze kilka zatajonych klamocików przed okiem wielkiego brata (ZONY) :-) Tu jeszcze piękna, pachnąca, nowiusia i czyściutka lina:

Już 3 dni przed wyjazdem wierciłem się przed zaśnięciem... Już nawet nie oglądałem tych filmów na YT. Spinały mnie jeszcze bardziej :-).  W zasadzie to pilot Gnieszko powiedział, że i tak nie mamy absolutnie żadnych szans i jedziemy tylko w ramach treningu żebym technicznie pojeździł, czyli pierwsze założenie: "jedziemy jak piz..y" :-) bo po co się spinać...?
W sumie to fajnie nie będzie ciśnienia...
Dzień przed rajdem ze spaniem średnio, z jedzeniem też tak sobie, kupka idzie lekko :-) No ale co tam - pojechalim...
Dojechaliśmy do hotelu w piątek po południu. Kilka ciekawych fur już stało, inni zawodnicy byli zobaczyć trasę. Dochodzą nas słuchy, że: gorzej niż w tamtym roku, więcej wody itd...
Dobra - pomyślałem - Pijemy flaszkę i jeszcze jedną... to lepiej zasnę:-)  no max 3 :-) I jutro startujemy... Pogoda średnia, w nocy mały mrozik, a na dzień jakieś 3 stopnie zapowiadali... Po przyjeździe na bazę musieliśmy tylko dobrze napiąć linę, bo nowa, przebrać się w gumowe gacie, pianki, swetry, czapki, kominiarki, szaliki i do boju. Nasza załoga miała tego pecha, że z  trzema innymi autami otwieraliśmy cały rajd i pierwszy przejazd. Następnie kolejni po cztery auta co kilka minut. Bycie pierwszym otwierającym jest fajne, bo fejm, ale też straszne bo musieliśmy karczować las innym i torować trasę.
Stanęły obok nas te monstery po 300 koni. Serio myślałem, że to jakiś odrzutowiec startuje czy cos... 45 sekund do startu! Słyszę Gnieszka w intercomie:
- Nie wiem Q..wa jak to zrobisz... ale pierwsze 200 metrów musimy być pierwsi! Znam ten kawałek, nie ma tu skał, możesz cisnąć do odcinki - potem ich puścimy w lesie - niech nam trochę torują!...Zobacz ile ludzi robi zdjęcia, kręci filmy.. musisz być pierwszy chociaż ten kawałek!!! :-)
- Dobra! Zrobię co się da! - ale i tak pomyślałem: będzie pewnie dupa blada z naszego planu...
Jedyna szansa w tym, że stoimy po wewnętrznej i mamy lekki łuk w prawo i potem od razu w lewo. 10'9'8'7' ... nie słyszałem już swojego silnika - ryk BMW zagłuszał mi Złomka...a obrotomierza u nas brak :-) więc trzeba cisnąć żeby nie wystartować jak pizzz..a
6'5'4'3'2  aaaaaaaa ja pierdo... Pomyślałem  - Słyszę: 1! poszli!!!!
Od razu szybkie wachlowanie na tróję i ścinamy gratom drogę! :-) oooooo żesz k.....a! START był nasz!!!!! :-):-) Nie wiem jak to się stało, ale graty-monstery nie wyszły pierwsze!
Tutaj jest dowód, mniej więcej od 7ej minuty materiału :)

http://katowice.tvp.pl/24571426/24032016-godz-1900

No i gdzieś po tych 200 metrach od startu urwaliśmy przewody hamulcowe. Gnieszko to potrafi pocieszyć:
- To dobrze - powiedział - nie będzie cię korciło hamowanie na pionowych zjazdach.
Myślę sobie: pięknie... zostaje tylko reduktor i piety :-) na dojazdówkach, tam gdzie można było trochę pojechać, nie jechaliśmy tylko turlaliśmy się. W kilku, a nawet w kilkunastu miejscach na zjeździe nie udało się wyhamować - zostawało tylko drzewo. Później to już celowo waliłem środkiem auta w drzewa żeby Złomka poprawić  i nastawić do zjazdu. Mieliśmy jechać na "taśtasiu"... w sumie to jechaliśmy i często mnie zastanawiało gdzie są te graty mega mocne? W zasadzie to poza jednym - nikt inny nas nie zdublował . Dojeżdżamy do tzw. ŁAMACZA - to ten pionowy zjazd (na filmach i zdjęciach nie wygląda stromo, ale jak się stoi już tam na górze, przez szyby nic nie widać (przecież komu potrzebny płyn do spryskiwacza?!?! :-) to pikawa wali dużo szybciej) Teraz się cieszę, że nie miałem tych hamulców... nie było czasu się poprawiać zbyt długo...uffff zjechał! Boże! kamień z serca - ciekawe co będzie dalej? No i było trochę wody, trochę podjazdów ciekawych i jakaś dziwna lampka się paliła od akumulatora...ale niech się pali - auto jedzie...



Zrobiliśmy 3 pętle po 3,5 kilometra i zostało nam 20 minut zapasu. Jedziemy na bazę...mamy godzinę przerwy, może coś zjemy. Na powrocie spotykamy kolegę z pięknego grata, któremu coś poważnego stało się w mechanice. Pomożemy:) Postanowiliśmy go zaholować  na bazę. Ujechaliśmy może 50 m. Złomek zaczął się dławić i zgasł...
Przed wyjazdem pytałem Gnieszka jakie części wziąć. Powiedział: Paski...tylko to potrafimy zmienić...:-)
Jakimś cudem wziął mi się jeszcze alternator. Jak się zesra to może ktoś pomoże zmienić :)
Stoimy w tym lesie i czas leci. Pobiegłem na bazę, poprosiłem pierwszego lepszego człowieka o pomoc i zgodził się nas zaholować na bazę. Tam okazało się, że do pomocy byłoby wielu chętnych... ale 85% robiło swoje fury.
Myślę, że ze 30 min go odkręcałem... akurat Pawlaczek odpalił swojego Zjeba (nazwa auta:)) i miał kilka minut  by nam pomóc. Jemu to się pali w rękach robota! Zamontowane, jeszcze tylko poprosić kogoś żeby nas z pychu odpalił... bo przez alternator zero ładowania i nie chce kręcić. Znalazła się dobra dusza pięknym nowym Patrolem. Gnieszko zapiął pas 1,5 metra i gdy Złomek odpalił - byłem szczęśliwy! W jedną sekundę uśmiech zszedł mi z twarzy, gdy usłyszałem trzask łamiącej się pokrywy koła zapasu i zderzaka w Patrolu...kurwa!!! Nie mieliśmy hamulców a Patrol zahamował jak zobaczył, że Złomek odpalił...
Złapiemy się po rajdzie i jakoś się rozliczymy. Polecieliśmy!
Jakoś nudno w tym drugim etapie... Nikt nas nie mija poza jednym gratem, a nawet my mijamy fury po 200'250 tys:-) Widzimy po drodze: a to zmielony most, to rozsadzona chłodnica, to złamane koło itd. Minęły 2 godz. Mieliśmy 3 pętle czyli w sumie 6 pętli i 45 min. zapasu. Mogliśmy pojechać jeszcze  jedną, ale chyba mieliśmy już dość i łut szczęścia już wykorzystany do granic możliwości. Postanowione: KOŃCZYMY!

Wyniki wieczorem:
Ogromny sukces! Kończymy na 4 pozycji z 6 pętlami.  Grat, który wygrał miał 10 pętli, więc szans nie było, ale patrząc później na wyniki, żałowaliśmy, że nie pojechaliśmy jeszcze siódmej pętli. Dałoby to nam drugie miejsce:)

Generalnie cieszyłem się jak dziecko, że skończyliśmy, że mamy tylko urwane hamulce i całe auto, że już mogę w końcu od 3 dni coś zjeść :-):-) :-)
Cieszyłem się, że mogę w końcu zadzwonić do mojej Żony-Pierwszej Najlepszej i streścić jej dokładnie cały dzień bo wiem, że czeka na to jak nikt!"

To prawda... Czekałam:))) JAK DZIAD!!!

Piękne podsumowanie przygotowało RAJDOWO 4x4:




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz