niedziela, 24 kwietnia 2016

"Sobota w błocie" w Czerwonym Borze i gościnność Podlasia

Zaczęło się od komplikacji.
Zagadka: Kiedy chorują dzieci???
Odpowiedź: w długie weekendy, urlopy, święta i przed ważnymi dla rodziców wydarzeniami. :D
Tak - sobotni rajd to ważne wydarzenie!
I tak - dzieci są wredne z tymi chorobami :D ale i tak kochamy je ponad wszystko :)
I podwójny tak - trzeba było stanąć na głowie, żeby plany taplania się w błocie nie poszły się... yhym... nie poszły w las i w Czerwony Bór :D


Druga komplikacja.
Nasz Jaśnie Hrabia Mieszko:) W ostatnią sobotę tak poszalał, że pod koniec tygodnia wybrał się do ortopedy z kolanem. Musiało go nieźle napieprzać, skoro zdecydował się, aby pójść do lekarza. Z zasady nie lubi:D

Co jak co, ale w sytuacjach kryzysowych spinamy wszyscy poślady tak, że zawsze się udaje rozwiązać te problemy :) Dzieci zostały z babcią w Warszawie. Gnieszko stwierdził, że jedzie :) z bolącym kolanem... ale bierze kumpla Adama do pomocy i prowadzenia auta.

Nasz rajd rozpoczął się już w piątek późnym popołudniem. Normalni ludzie na koniec "pracowego" tygodnia wracają do domku, jedzą obiad, biorą pilota i pssssst... otwierają browara. Generalnie mają relax. I tak do niedzieli:) Tacy jak my, w piątek po pracy dostajemy podwójnego powera i jesteśmy mocno skupieni. Mąż Mój - Pierwszy Najlepszy w drodze po Babcię, ja w tym czasie zabieram się za pakowanie nas na rajd. Później szybko po lawetę - z lawetą do Pawlaka po Złomka. I jakimś cudem udało nam się wyjechać ok. 22:30. Dojechaliśmy ok. 1:00. Przystanki na dopompowanie kół w Złomeczku, zatankowanie Złomeczka itp.



6:00 pobudka. Gnieszko wydzwania już od 5tej. Wiadomo - czemu mamy mieć lepiej niż on?:) Wstał wcześniej więc napieprza na telefon :) Odbieramy dopiero o 6tej :D
Dolatujemy na bazę. Brak problemów z trafieniem  - wszędzie strzałki pokazujące drogę. GOOD JOB PANOWIE! :) Powoli zjeżdżają się wszyscy "Wariaci" :) Życie na polanie nabiera tempa. Piękne dziewczyny (wiadomo...PODLASIE:)) roznoszą Red Bulla. Fakt, w niektórych miejscach fajnie byłoby mieć te "redbullowe" skrzydła:)
Gnieszko obnaża się próbując wcisnąć na siebie piankę :)

Gotowi do startu:) Mamy 9 godzin i czas do 18tej. Jest 19 OSów i 139 pieczątek. Pętla trochę ponad 40 km. Brzmi to wszystko cudownie, chociaż ilość pieczątek jest przerażająco duża:) W rajdzie bierze udział 90 aut - 5 klas. Zaczynamy od trawersów i wysokich podjazdach w lesie i na żwirowniach. Pierwsze próby - muszę przypomnieć sobie wajhologię - zapnij PTO, zapnij blokadę tył, blokadę przód, daj linę, zwijaj linę, ciągnij się z kołami, ciągnij się bez kół. :) Przypomniałam. Zakodowałam.
Idzie nam jedwabiście do momentu gdy wciągamy się na wysoki trawers w lesie. Jest wysoko i wciągamy się z pomocą wyciągary. Na górze - o losie - wpadamy pod drzewo - które kładzie nam się centralnie na przednią szybę... Wiemy, że jeśli ruszymy po pieczątki - szyba stracona. Podczepiamy tylną linę - oj dobrze, że dokupiliśmy znowu parę metrów:) - żeby "wygrzebać" się spod drzewa. Zaczynamy się ciągnąć i w momencie, gdy obie liny napięte są jak bycze nie powiem co... Złomek zdycha. Gorzej... zdycha i nie odpala. Brak prądu, padł akumulator. Szybka decyzja - trzeba biec po akumulator Patrolowy i zjechać z tej góry. Akumulator zmieniony, ale prądu nadal brak. Mąż Mój - Pierwszy Najlepszy otwiera maskę - pompa wspomagania zalała olejem alternator. Jest godzina 11:00. Nie martwię się tym, że wisimy tu jak nienormalni, ale tym, że pewnie to dla nas koniec rajdu. Jak ja tego nie lubię... Przetestowaliśmy też wyciągarę - Escape EVO - to jednak był dobry zakup. :D
Prądu mamy niewiele. Musimy zadecydować czy robimy ten trawers do końca (zostało jeszcze 3 pieczątki) czy na resztkach prądu ściągamy się w dół. Gnieszko postanawia szybko:
- Nie no...K...wa...robimy do końca. Nie będziemy drugi raz tu się wciągać!
Nie było gadania. :) Z nim się nie dyskutuje:) I za to Go lubię:)
I teraz najlepsze... tyle zachodu o szybę... a i tak szyba pękła:( Drzewo nie dało nam szans.
I teraz najgorsze... gdy wyciągaliśmy się Gnieszko stanął na ramie (w celu dociążenia) i niestety spadł. Spadł groźnie... tak, że kask poleciał w dół i straciliśmy łączność na słuchawkach. Spadł oczywiście na którą nogę?? Na nogę z chorym kolanem... teraz skręcił sobie jeszcze kostkę. Żesz w d...ę węża!
Gdy piloci moi zmieniali akumulator - ja jak przystało na damę :D udzieliłam wywiadu:) Chłopaki z mylomza.pl wdrapywali się na czterech do nas. Wyszło bardzo fajnie wg mnie. Sami oceńcie:

Zrobiliśmy resztę pieczątek na górze. Jedziemy do Patrola. MM-PN wziął zapasowy alternator:) z tego się cieszę, ale... kto go wymieni??? Doświadczenie Maćka po H6 w Ogrodzieńcu przydało się, gdy pomagał w wymianie alternatora Krzysiowi Pawlak4x4.  Udało się! Działa! Ładuje! Jest prąd. :) Były też dwie załogi - Groszek 4x4 i przyjaciele, którzy nas ratowali jak mogli. To jest właśnie off-road - rywalizacja rywalizacją, ale jak trzeba - staniemy, pomożemy, wyciągniemy. Za to kocham ten sport! 
Zastanawiam się jeszcze na jak długo starczy prądu - bo z pompy wspomagania ciągle cieknie olej... więc teoretycznie możemy mieć za chwilę powtórkę z rozrywki. Straciliśmy na awariach ok. 2-2,5 godz. Trzeba nadrobić:) 
Ruszamy. Znowu żwirownie i lasy. Piękne tereny. Nie wiedziałam, że w Czerwonym Borze można tak się wyszaleć. Idealne miejsce na off-road. Wspaniałe podjazdy, trawersy,  wąwozy i torfowiska. Jedyna rzecz, która bije po oczach to śmieci. Były miejsca, gdzie mijaliśmy stare kanapy i całe góry śmieci! Smutne, ale prawdziwe. Na to organizatorzy wpływu nie mieli.  
Kolejne OSy to wytaśmowane slalomy z ogromnymi dołami i wodą z błotem, a także podjazdy. Świetnie się tu bawiliśmy. Brawo dla Chłopaków Organizatorów. Podobno 300 metrów węży strażackich lało wodę od 9:00 do 20:00, a koparkami wykopali dla nas specjalnie te olbrzymie dziury :) To się nazywa profeska! Przygotowania trwały miesiąc. 
Zdobywamy po kolei piecząteczki. Idzie nam ładnie, sprawnie, jedwabiście... tylko kierownica coraz ciężej chodzi, a Gnieszka coraz bardziej boli kostka. :D Nie wróży to nic dobrego. 
W pewnym momencie - odpadają mi kompletnie ręce, które są zmęczone po kilku godzinach jazdy, a okazuje się, że wspomagania nie mamy już wcale. Maciej wskakuje za kierownicę - nadrabiamy stracony czas. Mieszko ledwo łazi... decydujemy, że on wsiada do Złomka, my pilotujemy. Pieczątki w wodzie. Zimna woda dobrze zrobi tej opuchniętej kostce, więc jedzie Gnieszko:) Faktycznie - na chwilę pomogło. Dalej torfy. Piękne, zryte tereny! Uwielbiam takie próby! Uwielbiam smród "zruszonego" torfu pomieszany ze spalinami. MM-PN też:) Gnieszko miał świetną zabawę, bo gnój latał na wszystkie strony świata:) 






Dalej pieczątki błotno-wodne. Pomaga Adaś, który przyjechał teoretycznie jako kierowca auta osobowego Gnieszka, a dopierdzielał w bagnie i latał z liną tak, że później zasypiał na stojąco. Mieszka tak boli noga, że nie jest w stanie już chodzić. Mamy 100 pieczątek i godzina 16:20. Do oddania kart jeszcze prawie 2 godziny, ale decyzja podjęta: zjeżdżamy na bazę - trzeba zająć się kostką Gnieszka! Na bazie powoli zaczynają zjeżdżać załogi. Okazuje się, że część aut już stoi na lawecie - czyli awarie nie tylko nas dotknęły... Część aut zupełnie czysta, co daje nam do myślenia, że niektóre załogi nie robiły torfowiska, błota i bagienek. Hmm...czyżby jakaś szansa na pudło? :) 
Złomuś już zapakowany. Dał dziś czadu:) 
Idziemy coś zjeść. Generalnie na większości rajdów "micha" jest słaba. Jakaś zupka + kiełba z ogniska z ketchupem i musztardą. Jakież było nasze zaskoczenie, gdy ujrzeliśmy to: 

I to jest właśnie Podlasie - i ich gościnność. Żurek gęsty, że łycha stawała... Kotlet schabowy większy od talerza, na stole pyszne śledziki - wiem, bo zeżarłam cały półmisek:D i wypiłam duuuużo tej Narwiówki:D Plan był taki, że wracamy po wynikach do domu. Plan się szybko zmienił, gdy zobaczyliśmy taką gościnę:) Żona Pierwsza - Najlepsza delikatnie zasugerowała: 
- Jeśli chcesz kochanie umoczyć dziubek w tej przepysznej cytrynówce - to biegnij do recepcji i zapytaj czy mają na górze jeszcze wolne pokoje. :) 
Mąż Mój - Pierwszy Najlepszy za 2 minuty był już z kluczami :) I tak to zabalowaliśmy do 23:00, aczkolwiek rano od Pani Kelnerki dowiedzieliśmy się, że biba i tańce trwały do 4:30. PODZIWIAM tych Wytrwałych w Boju! 
Wyniki. Organizatorzy zaczynają od klasy Turystyk - kończąc na Extreem. Gnieszko jak zwykle - na zewnątrz na fajku. Nie przyzna się, ale na pewno trochę się denerwował :D
Klasa Extreem: 3 miejsce: Szypszak Mariola, Mieszko Kryński. 
Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa :) Hurrrrra! Jest nagroda za cały dzień awarii, problemów i nerwów:)  
Ogromnie się cieszyłam. Odebraliśmy z Mieszkiem puchary i nagrody, ale to 3 miejsce wywalczone dziś to zdecydowanie zasługa całego teamu: Adaś, Maciej, Mieszko i ja. Wszyscy mieli wkład i wszyscy walczyli jak lwy:) 
Uwielbiam takie momenty i uwielbiam Złomka, który mimo różnych wypadków staje na podium.  
Podsumowując. 
To był nasz pierwszy rajdowy raz z Chłopakami z NAREW 4x4 ŁOMŻA i WYGODA TEAM 4x4 OFF ROAD. 
Wiemy już, że nie ostatni. Świetnie przygotowane odcinki, cudowne tereny, a bankiet - niech reszta zazdrości :) i niech płaczą Ci, którzy nie zostali! 
Pieniądze z rajdu - szczytny cel - pomoc dla Zuzi z Ośrodka Pomocy Społecznej. 
Dziękujemy wszystkim za piękny weekend! 
Będę długo wspominać :) 



Jeśli podoba Ci się nasz blog - polub nas na facebook:
https://www.facebook.com/offroadzimy















Brak komentarzy:

Prześlij komentarz