sobota, 25 czerwca 2016

Nidzickie Manewry VIII - 40 stopni w cieniu, buty Adama albo rajd na boso i 3 miejsce w Extrem

Nidzickie Manewry Irwin 4x4 Misja Kozłowo edycja VIII to impreza, którą baaaardzo lubię. Jest kilka powodów:
1. zawsze jest w pierwszą sobotę wakacji  - a to psychicznie bardzo odpręża:) To świetny początek wakacji dla takich zapaleńców jak my.
2. baza jest nad pięknym Jeziorem Szkotowskim - po rajdzie można przemyć się nad brzegiem co też zawsze czynię :)
3. zupełnie luzacka, lajtowa atmosfera, super klimat i Organizatorzy bez nadęcia - dlatego przyjeżdżamy do nich już trzeci raz:)
4. w zeszłym roku zdobyliśmy tu II miejsce Złomkiem - był to mój pierwszy rajd zmotą i od razu taki wynik. I wiem, że jeszcze go nie opisałam... jest na mojej liście "TO DO" :) Odkopię zdjęcia, posty i nadrobię.



Ze Złomkiem jest tak, że właściwie zawsze jest coś do zrobienia, do kupienia, do wymiany:) I tak to przed tym rajdem dostał nową kierownicę od Hondy Type R. Świetna! Cały dzień przelatałam bez rękawiczek i było mi super wygodnie. Wcześniej była od Fiata... więc widzicie różnicę ;) Ja ją czuję zdecydowanie.

Uznaliśmy też, że potrzebny nam profesjonalny metromierz. Wybraliśmy RC MINI: H-51. Dlaczego ten? Jest bardzo precyzyjny, odporny na kurz i wodę - a to chyba dla nas najważniejsze. Jego przeznaczenie jest typowo rajdowe. Obsługa jest szybka i bardzo intuicyjna. 

Złomuś dostał też nowe pasy bezpieczeństwa, szelkowe, cztero-punktowe. Bardzo wygodne, dziś miałam okazję je przetestować.



Podobno to jedyne pasy, które nie psują się od wody i błota. Mają jeszcze jedną mega zaletę - odpinają się jednym pociągnięciem tej małej wajchy od dołu. Jest to ważne w przypadku gdy robisz rolkę w wodzie lub błocie i możesz się najzwyczajniej w świecie utopić. Druga sprawa, sprawdziłam - jest na nich MADE IN GERMANY co dla mnie jest potwierdzeniem jakości towaru. 


Ale jednak chciałam o Nidzickich Manewrach :) 

W piątek po pracy Mąż Mój Pierwszy Najlepszy - spakowany i gotowy pędzi po autolawetę do Nadarzyna, a następnie do Pawlak 4x4 po Złomka. Ja w tym czasie pędzę do naszych córek do Sierpca, które od 2 dni mają wakacje i całe dnie spędzają w ogrodzie podjadając słodkie czereśnie prosto z drzewa, agrest i poziomki prosto z krzaków. Jadąc już sobie wyobrażam jak sama dopadnę się do tych dobrodziejstw. :D Budzik na 5tą, wszak mamy trochę ponad 90km do Szkotowa - baza rajdu. Obudziłam się o 4tej... Godzina na czuwaniu. :) Apetytu brak - pewnie za wcześnie, pewnie trochę stres... A stres każdy miał swój :) Ja bo, Maciek dziś jest moim pilotem. Maciek - bo ja za kierownicą. Pytanie - nie pozabijamy się dziś??  Nieeee, nie możemy :) Dziś cały dzień jeździ z nami ekipa Terenwizji... powstanie film! O nas! O tym jak to fajnie dzielić wspólnie pasję. I ten film to akurat był nasz wspólny STRES :D


Jesteśmy na bazie około 8:00. Spokojnie zjeżdżają auta. Duże zaskoczenie - przyjechało więcej zmot niż aut seryjnych. Sporo quadów. Atmosfera fajna - jak zawsze TU, od rana skwar nie do wytrzymania. Odprawa i kilka wskazówek od Organizatorów i ruszamy. Rajd składa się z 4 klas:
1.extrem - dowolne pojazdy 4x4 z wyciągarkami - To nasza:) 
2.wyczynowa - dowolne pojazdy 4x4 bez wyciągarek
3.Turystyk - pojazdy seryjne
4.Quady




Mamy do zdobycia 6 punktów - w każdym po X pieczątek. Zaczynamy po kolei:)


Punkt 1. Okolice Michałek - 12 pieczątek. Jedziemy po współrzędnych GPS, ale też trochę za innymi. Powinniśmy jechać dalej, ale.... my nadal za innymi... "na pewno to miejscowi.. znają skróty..." I tak to wszyscy zapędzili się w kozi róg i biegali ryjąc w lesie jak dziki w porzeczkach. Ja czekałam i tylko nasłuchiwałam: 
"Q..wa! gdzie te pieczątki?"
"Nie ma taśm!" 
"To nie jest punkt 1!" 
"To próba z zeszłego roku!" 
"Q...wa!"
"Q...wa!" 
"Dobra - jedziemy po GPSie"  :D

No i wyjechaliśmy, tak jak cała reszta - bez niczego:) Ktoś zrobił nam psikusa na start ;) Straciliśmy z godzinkę, ale nic to - przecież nadrobimy...
Znaleźliśmy Punkt 1. Początek zawsze trudny... Ja muszę wjeździć się w auto - przypomnieć zasady wajchologii, Maciek musi upuścić trochę powietrza, bo jak zwykle na starcie ma ciśnienie na SZYBKO SZYBKO:) Powoli sie rozkręcamy. Bierzemy pieczątki jedna po drugiej chociaż łatwe nie są... Bardzo wysokie krzaczory (to będzie cud jeśli nie znajdziemy dziś kleszcza na sobie;)), głebokie dziury ze świeżym błotkiem a pieczątki dość wysoko na drzewkach. Zostawiamy tu dwie - będzie czas to po nie wrócimy... Za dużo stracilibyśmy na czekanie aż inni się wygrzebią. 

Mąż Mój - Pierwszy Najlepszy sygnalizuje problem... i to jaki problem?!?!?!  Ma poobdzierane do krwi tzw. marchewy :)  Po ostatnim rajdzie wojskowe buty były całe mokre - przepłukał je wodą i wystawił na słońce na balkonie. Suszyły się w tych 40 stopniach chyba z tydzień... wiadomo, że były jak skały. Widziałam, że nie ściemnia... Upał też zrobił swoje... jak pokazał mi rany, to aż mnie samą zaczęło boleć. I wtedy na ratunek przybył Adam z Terenwizji! Okazało się, że w aucie ma buty i nawet rozmiar ten sam:) BUTY ADAMA okazały się BEZCENNE!!! Jaką ulgę można było zobaczyć w oczach MM-PN. Odzyskał siły i dalej mógł biegać w poszukiwaniu pieczątek :) 

Dalsze punkty - Jezioro Pieczka (5 pieczątek), Tataraki (4 pieczątki) i Jez. Konty (4 pieczątki) zrobiliśmy migusiem! Wpadaliśmy na próbę i zaliczaliśmy wszystko raz dwa trzy. Tutaj pokazaliśmy jak fajnie możemy być zgrani, jaki zespół tworzymy i jak dobrze się rozumiemy. Swoją drogą to marzyłam o tym, aby próby nazwane Jezioro.... były z wodą. Jest gorąco... Dobrze byłoby się trochę schłodzić. Niestety - to tylko nazwa:) Próby były błotniste i torfowe, ale dały nam dużo radości. 



Punkt 5 to Żwirownia Siemianowo. Znałam ją. Z poprzednich lat. Nie jest trudna. Jest przyjemna. 10 pieczątek do zrobienia. Wszystkie w pół godzinki. Mało używania wyciągarek. Dla zmot to nie była trudna próba - dla aut seryjnych na pewno tak. 

Punkt 6 - ostatni - Wąwóz i 9 pieczątek. To tu w zeszłym roku mieliśmy dachowanie. Dziś widzę, że tylko i wyłącznie z powodu braku doświadczenia. Próba była wymagająca, ale nie niemożliwa. Tam gdzie Złomek leżał rok temu na dachu - dziś jeździłam ze 4 razy - bez zająknięcia, bez cienia wątpliwości czy strachu. Jednak trening daje dużo. :) W wąwozie było ciasno... Były momenty, że o włos nie leżeliśmy na boku. W wąwozach jest tak, że łatwo przekręcić się i przewrócić - stąd też pilot przeważnie zawsze jeździ z kierowcą i dociąża swoją wagą. Tak jak niżej: 



Kilka pieczątek zrobił Maciek co bym mogła rozprostować kości.
Nie zdobyliśmy tu jednej - taka piękna, trudna, nad studzienką:) Szarpaliśmy się nad nią, w końcu odpuściliśmy. 


KONIEC!!!! Godzina 14:30. Jedziemy na bazę - o 15tej mecz:) 

Upał nas wykończył. Złomek na lawecie dał mi trochę cienia. Dał tyle, że ucięłam sobie dwie drzemki na trawie ze zmęczenia:) Podejrzewam, że wyglądałam jak typowy "żulek" na trawie:) Aż dziwne, że mój Żartowniś Maciej nie uwiecznił tego na zdjęciu ;) 
Nie oglądałam meczu, ale wszystko słyszałam przez sen... odgłosy były optymistyczne, radosne i okraszone dużą ilością niecenzuralnych słów. Stąd wnioskowałam, że jest dobrze:) 
Na bazie czekały na wszystkich zimne napoje w wielkiej beczce z zimną wodą, a także solidny i gęsty bigosik i żurek. Był smaczny, zwłaszcza po całym dniu bez grama jedzenia na 3 butelkach izotoniku :D 


Czekamy na wyniki. Czekamy na pana Wójta. 
Warto było... Zajęliśmy 3 miejsce w Extrem:) Dostaliśmy piękny puchar i ogromną torbę nagród, które nam się przydadzą. Byliśmy bardzo zadowoleni! Nasz kolejny wspólny rajd, kolejny puchar, kolejne doświadczenia. 
Tu warto wspomnieć o tym, że największe brawa należą się klasie Wyczyn bez wyciągarek. Ja bym odpadła... Nie wiem jak chłopaki zdobyli komplet pieczątek bez windy... SZACUN, CZAPKI Z GŁÓW dla nich! I największe gratulacje:) 


Puchar postawiłam na Złomku do zdjęcia. Zdjęcie zrobiłam, wsiadłam do auta i pojechaliśmy. Ok. 22:00 dojeżdżamy na miejsce. Biegną dziewczynki. 
- MAMO! TATO! pokażcie puchar!
Szukam... w torbie... w plecaku... nie ma... i nagle zapala mi się lampka! Został na Złomku jak robiłam zdjęcie pamiątkowe! Nawet nie chce patrzeć na Maćka bo przecież mnie za to udusi:D 
Biegnę...
Patrzę...
Stoi... 
Jechał w tej pozycji prawie 100 km i stoi nietknięty:D 
Uffff.... Mogę znowu patrzeć na Maćka. I patrzę:) 


To co zmontował Adam możecie oglądać na YouTube. 
My jesteśmy zachwyceni:) Dla nas to super pamiątka. 


Po publikacji filmu dostaliśmy mnóstwo miłych telefonów, SMSów i komentarzy:) Jakby wybrać wspólny mianownik tych wiadomości to byłby to:

MY TEŻ MUSIMY ZACZĄĆ ROBIĆ COŚ RAZEM!!! 

Tak Kochani:) Róbcie coś razem... dla przyjemności, dla siebie, dla tej drugiej połówki. To bardzo dobrze wpływa na głowę, na związek, na zdrowie i na resztę wspólnego pożycia:D 


Jeśli podoba Ci się nasz blog - polub nas na facebook:
https://www.facebook.com/offroadzimy




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz