niedziela, 14 sierpnia 2016

Bodzanowskie Spotkanie 4x4 u Groszka - wymarzone zakończenie letniego urlopu i nieoczekiwana zamiana miejsc.

Na początku sierpnia udaliśmy się na zasłużony wywczas. Ponad 2 tygodnie. Luuuuuz Bluuuuuuuuues i Mazury nasze ulubione. Zadecydowaliśmy, że idealnym zakończeniem urlopu byłby rajd i wypad Złomkiem gdzieś za miasto. Od dzieci trochę odpoczniemy i ruszymy swoje cztery litery, bo podczas urlopu - wiadomo - ciąża spożywcza... najdalej gdzie chodziliśmy, a czasem biegaliśmy to 200 m do sklepu 24h. Z powrotem wracaliśmy z obciążeniem i odgłosem stukającego szkła, bo towarzystwo w większości nie było abstynenckie - 6 z 8 dorosłych głów czekało co wieczór na dostawę % - tak więc chociaż bicepsy pracowały :D


W drugim tygodniu wywczasu Mąż Mój - Pierwszy Najlepszy postanowił, że musi odpocząć nie tylko od dzieci, ale i ode mnie (zupełnie nie rozumiem jak mógł tego potrzebować:P hie hie hie :)), i wybrał się jeszcze tuż przed rajdem na ryby ze swoją EKIPĄ, TEAMEM, OSTOJĄ, ŚWIĄTYNIĄ OPATRZNOŚCI i wszystkim co Najbardziej, Najlepiej, Najcudowniej, Naj... :P Domyślam się, dlaczego Ci Panowie są tacy NAJ :D
Dodam, że ja nigdy nie miałam okazji tak rozpaczać jak Pani poniżej:) Maćkowa ekipa raczej - "jak wszyscy" ;)

I mam na to dowód... Gdyż ponieważ już tłumaczę:D

Groszek OFF ROAD organizował Bodzanowskie Spotkanie 4x4 dokładnie 14go sierpnia. Zgłosiliśmy się do klasy WYCZYN EXTRA.

Jakiś czas temu przebąkiwaliśmy, dyskutowaliśmy, umawialiśmy się, że super byłoby gdybym spróbowała popilotować Maćka i Złomka na jakimś rajdzie. Ja baaaaaardzo na TAK! Uwielbiam wyzwania! Nie ukrywam, że to nowe doświadczenie i z mojej strony ciekawość czy dam radę. Pomysł był taki, że cięższe próby będziemy się zamieniać i Maciek będzie ciągał liny i łaził w błocie, gnoju, torfie i wodzie. I nic z tych rzeczy... Mąż Mój - Pierwszy Najlepszy napisał mi SMS z owych "ryb": "W niedziele Ty musisz pilotować cały rajd bo skręciłem kostkę..."
Tak więc mam odpowiedź - PIJĄ! :)
Jak w tym dowcipie:
- Piłeś?
- Nie piłem!
- Powiedz Gibraltar
- Piłem..

Nie miałam wyjścia. Cały rajd mój - kostka opuchnięta jak balon.
Rajd w niedzielę - poniedziałek wolny. Zjeżdżają się bestie już przed 9:00.




Na odprawie Wojtek Janowski uświadamia wszystkich bardzo dokładnie co nam wolno, czego nie wolno. Co niektórych nawet sprawdza alkomatem. ;) Muszę tu jeszcze dodać, że nie zdarza się, aby przed rajdem z rana Organizator przygotował gorącą herbatkę, kawę, ciasto!!! a nawet owoce świeże!!! Tylko w Bodzanowie tak goszczą offroadowców.





Załogi mają czas do 16:30 na zdanie kart. Do zdobycia około 50 pieczątek w Wyczyn Extra. Roadbook ma sporo stron, ale wydaje się być dobrze przygotowany i czytelny. Mamy nowiuśki metromierz więc luz. Jedziemy do pierwszej próby - po drodze zaliczamy pierwszy PKP. Dojeżdżamy - bardzo gęsty lasek - haszcze, pokrzywy i krzaczory takie, że szukając pieczątek - były momenty, że nie było mnie widać. Dobrze, że chociaż się słyszeliśmy z MM-PN. Sprawnie to poszło - lecimy dalej.



Kolejne dwie próby to torf i błoto - kilka razy zanurzyłam się po kolana. Kilka razy użyliśmy wyciągarki, ale pieczątki wszystkie są. Na tych bagienkach większość samochodów seryjnych trochę się napociła. Tu całą robotę robi waga auta. Złomek jest lekki, mały i zwinny jak pchła. Dodatkowo większość prób była jeszcze "dziewicza" bo pieczątki czyste i suche. Dla nas był to moment. Kolejna próba malutki wąwozik - tu wszystkie pieczątki były nie tknięte. Nikogo też nie zastaliśmy na tej próbie. Jakoś tak smutno samemu szukać pieczątek, zdecydowanie lepiej czujemy się jak słychać warkot tych naszych KOTÓW, czuć smród benzyny i palonego sprzęgła, słychać wyciągarki i kiedy wszyscy piloci ruszają dupska z aut i biegają jak poparzeni :)
Pogubiliśmy się nieco na dojeździe do ostatniej próby. Zakręciło nas jedno skrzyżowanie pięcioramienne. Nie wiedzieliśmy skąd wyjeżdżamy :P Wracaliśmy do niego z 5 razy.
Z godzinę straciliśmy na tej pojeżdżawce krajoznawczej:) W końcu się poddaliśmy - telefon do Wojtka - pokierował nas dobrą ścieżką. Ostatnią próbę, tzw. Bobry, kilka pieczątek zrobiliśmy przy pomocy wyciągarki. Torfowisko było baaardzo przyjemne. Pooraliśmy jak dziki w porzeczkach. Był tam też taki niepozorny rowek... Tylko tak niepozornie wyglądał bo obstawiam, że wszyscy się tam okopywali jak żuczki gnojarze:)
Na bazę wróciliśmy przed 13:00. Zdaliśmy kartę z pieczątkami jako pierwsi. Pojechaliśmy zapakować Złomka na lawetę, sami się przebrać i przynajmniej lekko obmyć.

Wróciliśmy na bazę. Tam świetne widowisko bo Wrak Race. Pierwszy raz widziałam to na żywo. Zajebista zabawa!!! A pomysłowość załóg - mega:)




Około 18:00 wyniki dzisiejszego dnia. Złomek nie został klasyfikowany. Byliśmy poza dzisiejszą punktacją. Bo zmota, bo wyciągarka mechanik. Rozumiemy to doskonale, bo faktycznie ze Złomkiem trudno konkurować w elektryku ;)

Dla nas była to fajna impreza z kilku powodów:
1. Skończyliśmy rajd jako pierwsi. Po niecałych 4h mieliśmy komplet pieczątek bez jednego pkp'u.
2. To byl mój pierwszy rajd Złomeczkiem, gdzie bylam pilotem. Było meeega :)))
3. Dostałam od Organizatorów piekny pucharek z tytulem "Najwiekszy Twardziel" co mnie cieszy ogromnie:)))

4. Nasz zaprzyjaźniony Paweł M. zajął 2 miejsce w klasyfikacji generalnej po 3 rajdach. 2 z nich zrobił z nim Maciek więc Paweł podzielił się pucharami:)

Ogromne gratulacje dla załogi Darka Gąsiorowskiego, która w klasyfikacji generalnej zajęła I miejsce swoim Ziółkiem :)

Dziękujemy za piękną imprezę 4x4.
Do zobaczenia!

Jeśli podoba Ci się nasz blog - polub nas na facebook:
https://www.facebook.com/offroadzimy



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz