sobota, 24 września 2016

Brodzkie Wertepy IV - Szkoda, bo żarło... :)

Relacja Męża Mego - Pierwszego i Najlepszego :)

Jakoś mnie naszedł "MAŁY GŁÓD" na pojeżdżenie Złomkiem...
W planach dopiero Pułtuska Integracja pod koniec października i kilka rajdów do pilotowania. Pilotowanie jednak nie to samo co kręcenie kółkiem :-) Postanowiłem zerknąć na kalendarium imprez i znaleźć coś niezbyt daleko...Fura ogarnięta i sprawna. Tylko linę zmieniliśmy wiec można zacząć taniec godowy przed żona, bo rajd niezabudżetowany we wrześniu ;-)
Padło na Brodzkie Wertepy, gmina Starachowice (lokalna impreza o h3 i 20 pieczątek ) Mieszko też się zgodził więc jedziemy...


4:00 - ja na nogach.. Już po drodze byłem zmęczony, a tu jeszcze rajd trzeba wygrać :-) Zaczęły się zjeżdżać auta. W sumie to więcej było zmotanych niż seryjnych wiec zapowiadało się ciekawie...

Hej dana!!! Wystartowali My Dwa i bez ciśnienia polecieliśmy na pieczątki. Te wyjątkowo łatwo nam wchodziły...i nawet się zdziwiliśmy, bo jedną na szczycie skały większość "lokalesów" odpuszczała ...czemu? :-)
Szybko się dowiedzieliśmy, że tylko my i jeszcze jedna załoga zdobyła komplet:-) Dobrze się zaczęło! Lecimy na inną próbę zobaczyć co jest grane. Tam, o dziwo, było jeszcze łatwiej. Same podjazdy i strome zjazdy... ogarnęliśmy to na biegu i zaczęliśmy kręcić pętle i ... chyba za szybko chcieliśmy bo po przejechaniu kilometra złapaliśmy wywrotkę na boczek...ale szybka akcja asekuracyjna i Złomek dalej pomykał.

Trochę małe te pętle i nudno zaczęło się robić... Po godzinie mieliśmy już chyba z 10 pętli. Mieszko Gnieszko zaczął coś "przygadywać" czy pilot też musi siedzieć w aucie jak się te pętle kręci?:-) Wiem czemu... :-) Smalec ze swojskim chlebkiem i ogórkiem widział przy OSie :-)
Ale nie wypuściłem "dziada"!  :-)

Minęło jakieś 85 minut i coś dziwnego zaczęło się dziać ze Złomkiem... Wszystkie dźwignie wpadały w takie wibracje że masakra! Nie wiedzieliśmy co się dzieje bo "mechaniki" z nas to jak z koziej dupy trąba :-) Szybka decyzja, że kończymy... szkoda... bo żarło... ale cóż.. nie tylko my odpadliśmy przy tych pętlach - niby łatwych i nudnych... Wiele załóg też się posypało, wiec stwierdziliśmy, że czekamy na bazie na wyniki, bo jeszcze pieczątki dawały nam szanse na cokolwiek. Trwało to dość długo... W sumie okazało się, że kończymy na 4 miejscu :-/
Jednak "urodził się" jakiś inny 3ci kozak, który zrobił też pieczątkę na skale... ... ... ...

Spakowani do domu na 4ej pozycji.
Szkoda bo żarło.
Złomek od razu do Pawlaczka.
Diagnoza trwała 20 sekund.
Śruba od reduktora się wykręciła i wpadał w wibracje.
Pięknie...
40 groszy nas załatwiło :-)
A żarło.... naprawdę żarło.


Jeśli podoba Ci się nasz blog - polub nas na facebook:
https://www.facebook.com/offroadzimy



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz