sobota, 3 czerwca 2017

II Rajd Gnomów - totalne zaskoczenie! Zenek Martyniuk i "przyłapani w lesie" :)

II Rajd Gnomów totalnie nas zaskoczył! Obejrzałam wszystkie filmy z poprzedniej edycji i próby (Strefy) nie wydawały się mocno ciężkie. Tymczasem Organizatorzy, jak to stwierdzili: "mówili, że rok temu było za lekko, teraz zobaczycie co dla Was przygotowaliśmy". Nie żartowali:) To był naprawdę świetnie przygotowany teren, mocno wymagający i dla prawdziwych Gnomów!:)


Dodam, że GNOM to wg Wikipedii:  legendarna lub baśniowa istota o niewielkim wzroście, mieszkająca zazwyczaj pod ziemią. Wg Paracelsusa gnomy były żywiołakami, najważniejszymi z duchów żywiołu ziemi i potrafiły poruszać się w ziemi z taką samą łatwością, jak ludzie po ziemi. 


Czyli wszystko się zgadza :D :D :D

Znalezione obrazy dla zapytania GNOM
Ale od początku...
Na Rajd Gnomów zgłosiło się 120 załóg. W tym roku Organizatorzy dodali jeden szczegół - etap nocny. Jakże byłam uradowana, że marzenie me kolejne, offroadowe właśnie się spełni. Zawsze chciałam pojechać rajd nocą. Ci, którzy mają to za sobą, mówili mi, że nocą jeździ się zajebiście! I ja w to bardzo wierzyłam i jak dziecko powtarzałam sobie w duchu: TEŻ CHCĘ! TEŻ CHCĘ! :)

Odprawa miała odbyć się w południe, więc na luzie wyjechaliśmy sobie z Warszawki ok 8:00 w sobotę. Miejsce bazy bardzo przyjemne - dużo terenu, malowniczo i wszystko na miejscu (m.in. nocleg). Jak to zwykle bywa, zawsze się przedłuży więc na etap dzienny załogi wyruszyły po 14tej.
Na bazie całe przedpołudnie odpoczywaliśmy i udzielaliśmy wywiadu mega sympatycznemu zespołowi :)








Pierwsze próby pod nazwą: Podwodny Las - od razu wrzuciły wszystkie załogi na głęboką wodę. Wyciągary aż się grzały, liny się rwały i co niektórzy zabalowali w tym bagnie na dłużej. Próba bardzo fajna! Zostały nam dwie pieczątki, kiedy postanowiliśmy pomóc dwóm załogom. Jeden na środku bagienka w lesie zdechł kompletnie. Wyciągając go, pękła nam lina - całe szczęście gdzieś na początku, więc nowy węzeł i dalej. Drugie auto, które zapadło się pod ziemię, to piękny, zmodyfikowany Patrol i tu też musieliśmy wspomóc załogę. Wyciągaliśmy go na dwa auta, bo to ciężkie diabelnie,ale poszło sprawnie. Postanowiliśmy, że odpuszczamy dwie pieczątki i jedziemy dalej z załogą Michała i Krzyśka (żółty brat Złomka - tzw. Jajco:)).












Warto też tu przytoczyć dialog jaki miał miejsce w środku bagienka:). Pawlak zapomniał zapiąć piankę na plecach woda lała mu się w majty - krzyczy na całe gardło:
- Maciek! Zapnij mnie!
- Jak?
- Od tyłu!
...
Zresztą sami zobaczcie:

Kolejny etap to OS na czas - FAST CAR. Aby tam dojechać, musieliśmy się przedrzeć przez całe Koluszki. A w Koluszkach biba! Zenek Martyniuk i "przez te oczy zielone" zakorkował całe miasto:) Ten weekend to akurat DNI KOLUSZEK! i co tam ze Urszula, co tam, że inne zespoły - Zenuś najważniejszy! :))))  Wiecie... śmiesznie się stoi w korkach z błotem na gębie jak wokół same odszykowane lalki i chłopaki w za małych koszulkach podkreślających bicepsy, tricepsy i wszystko inne co warte wyeksponowania :P
Największą radochę miały dzieci :) Machały nam z daleka i robiły zdjęcia. :)

Dojechaliśmy na OS. Krótki, dynamiczny - oba auta - Złomek i Jajco - lekko ponad minutę.
Stwierdziliśmy, że jedziemy od razu na kolejny OS szybkościowy, aby mieć je z bani i ominąć korki koluszkowe. I to wg mnie był duży błąd. Dojazd do tego miejsca to ponad 40km, a umówmy się - tymi autami po asfalcie jeździ się tragicznie... Trasa nas potwornie zmęczyła i zajęła prawie godzinę.
Drugi OS - na czas - na chwilę dostaliśmy mapę z trasą. Na OS wyskoczył Mąż Mój Pierwszy Najlepszy. Jakoś zadziwiająco szybko go przejechał, po czym okazało się, że ominął jedną pętlę. :P OS niezaliczony. Także to tylko potwierdziło, że jednak przyjazd tu był z naszej strony dużym błędem. :) No nic. Dalej. Z Jajcem rozdzieliliśmy się w tym miejscu. My pojechaliśmy na Strefę MUCHOZA - chłopaki na BAGNO. Na Muchozie było najwięcej pieczątek do zdobycia - dlatego wybraliśmy właśnie ją. Tu też nie było łatwo. Bardzo dużo błota, torfu i mokradeł. Jedna pieczątka zaklopsowała nas tak, że ciągaliśmy się chyba z godzinę. Ale się udało! To na tej próbie też okazało się, że nie mamy blokad. Dziwne, bo nie przypominam sobie, aby gdzieś się mogły urwać. No ale fakt jest faktem - NIE MA BLOKAD, ŻADNEJ - ANI PRZEDNIEJ ANI TYLNEJ. Smuteczek, ale co tam, bez blokad też polecimy, tyle, że więcej będzie latania z liną. Zrobiliśmy tam prawie komplet, zabrakło może trzech pieczątek, ale nie dlatego, że nie mogliśmy ich zdobyć, ale dlatego, że ich nie znaleźliśmy. :)
Wyjeżdżamy z Muchozy - i tu kolejne zaskoczenie - woła nas dziewczyna i kieruje na własne podwórko - po co... a no wie, że na drodze czekają na nas "pany policjanty" i już wypisują druczki za brudne oponki :D
Dała nam szlauch i zostawiliśmy u niej chyba ze 100 kg błota i torfu! Jak dla mnie - to pierwszy taki przypadek, gdzie "lokalesi" aż tak nam pomogli. Dziewucha zajebista! Okazało się, że jeździ na tirach. Ja byłam w szoku z jej tirów, ona była w szoku z naszej jazdy Złomkiem :) Wyjeżdżamy na w miarę czystych oponkach i milusio i wesoło machamy radośnie "panom policjantom" :D
Karty mamy zdać do 22:30. Jest 21:00. Dojazd na bazę to prawie 20 km - musimy jeszcze zatankować Złomka przed etapem nocnym - decyzja - jedziemy na bazę.



Zdaliśmy kartę dzienną. Ciepła micha - jakże cudownie smakowała karkówa z kopytkami i kapuchą... Przede wszystkim - była gorąca!!!! na ostatniej dojazdówce tak nas przepizgało, że trzęsłam się z zimna. Zjedliśmy - MM-PN stwierdził, że idzie spojrzeć co tam z tymi blokadami... ja w tym czasie - nie wiem nawet kiedy - zrobiłam sobie drzemeczkę. :)
Uwaga! to zdjęcie może zaboleć :)

Budzi mnie ok. północy - i nie ma że boli - trzeba wciągać na dupsko mokre i zabłocone wodery i dalej hej dana:) I good news - Pawlak właściwie od ręki uzdrowił nasze blokady :) Czarodziej! :D

Plombujemy nową kartę i nagle okazuje się, że pod Złomkiem - centralnie pod silnikiem plama oleju... Nie wygląda to dobrze... Szybka diagnoza - uszczelniacz. I teraz zagwostka - teoretycznie możemy jechać bo Pawlak pożyczył nam 5l oleju - będziemy dolewać. Praktycznie - nie powinniśmy jechać bo lekkie niedopatrzenie i po silniku... jeśli nie z braku oleju to na próbie w wodzie - gdy zassie wodę do silnika przez dziurę.
Zgadnijcie co wybieramy?

Oczywiście - bańka oleju do Złomka i jedziemy.
Co by nie było tak prosto sprawdzać poziom oleju - przy pierwszej próbie - Mąż Mój - Pierwszy Najlepszy ułamuje uchwyt od bagnetu. :/
I kolejna przeszkoda - pierwsza w nocy, ciemno jak w d.. u murzyna, ułamany uchwyt od bagnetu i stróżka oleju pod silnikiem. Teraz, aby sprawdzić poziom oleju, trzeba by robić całą operację - kombinerki, łapanie, podwadzanie... ogólnie... idź panie w ch..j! Ale to też nas nie zniechęca. :D

Pierwsza próba - po pierwszej w nocy. Jedzie większość załóg. Dolatujemy, bo szukamy wjazdu na próbę, a tam na poboczu, cichutko, z dala od Zenka i zgiełku Koluszkowego - w aucie osobowym dziewczynka i chłopiec w wieku, którego ja już nie pamiętam :) Domyślam się, że Ów mężczyzna "wyrwał" ups.. zaprosił dziewczę na małe Tet-A-Tet na obrzeża miasta by zajrzeć "przez te oczy zielone" i pewnie mocno się zdziwili, gdy z każdej strony otoczyły ich "potwory" oświetlając LEDami auto. Uspokoję wszystkich - JESZCZE byli ubrani:)))))))

Godzina 1:30 - jesteśmy w drodze na kolejną próbę - oddaloną znowu o 40 km. W połowie drogi MM-NP każe mi zatrzymać się na poboczu. Sprawdzamy olej :D
I co... i lipa - leje się jak krew z nosa Burnejki po ostatniej walce. Decyzja trudna acz wydaje nam się najrozsądniejsza. Wracamy na bazę. Inaczej rozpieprzymy Złomka, a przed nami kolejne rajdy.
Żałujemy strasznie. Żałujemy zajebiście... ale co... awaria to awaria. Bez blokad pojedziemy, ale bez silnika - NO FUCKING WAY..

I niestety - nocka mi się nie udała:( Chociaż chęci i siły były.

A teraz parę słów podsumowujących ogólnie rajd:
1. Organizatorów oceniam 10/10 - straaaaaszliwie fajna ekipa z Ewą na czele. Naprawdę organizacyjnie świetnie:) Za rok muszą "załatwić" mikrofon dla Ewy bo inaczej kobita wykończy struny głosowe.
2. Próby - u nich nazywane Strefami - świetne - jak dla Gnomów. Takiej ilości błota i gnoju dawno nie doświadczyłam:) Dla nas super hiper szał ;)
3. OSy szybkościowe - tu się przyczepię. Na wszystkich rajdach OSy szybkościowe można, albo przejść z buta, albo przejechać próbnie. I nie jest to kwestia tego, że kogoś zrobimy w jajo... ale raczej kwestia bezpieczeństwa. Tutaj nie było takiej możliwości. Niestety jedna z załóg doświadczyła tego na własnej skórze gdy zaliczyli boczek. Wg mnie - to jedyna rzecz do zastanowienia się dla Organizatorów.
4. Społeczność Moto Błoto Łódź - super! mega fajni ludzie, nowe znajomości i mnóstwo śmiechu z rana w niedzielę z wesołą ekipą z Tomaszowa - notabene, jedna z tych załóg zajęła II msc w Extrem - Gratulacje:)
5. Podziękowanie dla Weroniki :) Gdyby nie ona i jej Tata Paweł - nie mieliśmy ani jednej foty:)
Przedstawiam Wam Werkę - mam nadzieję, przyszłą offroadową dziewczynę:)))))



Są już pełne wyniki:
Zrobiliśmy tylko etap dzienny, ale suma sumarum wstydu nie ma:) Uplasowaliśmy się na 6 pozycji. Także dziękuję i do zobaczenia:)
Do zobaczenia za rok Gnomy :D
Kłaniam się nisko i najpiękniej jak mogę w woderach:


Jeśli podoba Ci się nasz blog - polub nas na facebook:
https://www.facebook.com/offroadzimy






6 komentarzy:

  1. Ta dziewczyna od tirów to moja mama

    OdpowiedzUsuń
  2. Dobrze. A na którymś punkcie kontrolnym stała moja siostra

    OdpowiedzUsuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń