sobota, 24 czerwca 2017

Women's Challenge w Wiśle - pokażmy jak walczą kobiety! II miejsce w Extreme:)

Kiedy na facebook'u pojawił się wpis Dagmary Kowalczyk, że ZASTANAWIA się i MYŚLI o rajdzie wyłącznie dla kobiet, byłam niezmiernie podekscytowana i trzymałam kciuki, aby na myśleniu się nie skończyło. :) I doczekałam się - na Fb oficjalnie pokazało się Wydarzenie z informacją o Women's Challenge 2017. Zapisałam się natychmiast. Warunek pierwszy: za sterami i obok - wyłącznie babeczki.
Moją ekscytację z deczka ugasił Mąż Mój Pierwszy Najlepszy, kiedy zapytał wprost:
A kogo chcesz zabrać za Pilota?
no i ....
cycki opadły...


Zaczęłam rozmyślać, dumać, wymyślać... Wszak nie ma za dużo kobiet w tym naszym polskim off-roadzie przeprawowym...
Dumałam kilka dni. W końcu oświadczyłam (się:)) mojemu Mężowi:
- Dzwonię dziś do Marty! Albo Ona - albo żadna. Jeśli nie będzie mogła/nie będzie chciała - rezygnuję.

Ci, którzy Martę znają i Ci którzy ją poznali w Wiśle - mogą sobie wyobrazić jaka była jej reakcja na moją propozycję. Wydarła paszczę jak tylko ona potrafi i cieszyła się nie tylko wspomnianą przeze mnie paszczą, ale mam wrażenie, że całym ciałem :D Zresztą "śmieszkowała" non stop!

Marta wie dobrze o co chodzi w off-roadzie, ponieważ od siedmiu lat organizuje rajd pod nazwą "Kobiety na Traktory" zawsze na Dzień Kobiet. Miałam okazję uczestniczyć w trzech takich jej imprezach i na tych trzech na pewno nie skończę:)
Poza spotkaniami na KnT, nie miałyśmy kontaktu, ale podświadomie czułam, że choćby skały srały to się z nią dogadam. :) Potem okazało się, że Ona czuła podobnie! :)

Wyjazd zaplanowaliśmy w piątek koło południa bo Wisła jest jakby dalej niż Łódź czy Radom od Warszawy :) Zwłaszcza lawetą ze Złomkiem na plecach. Zabieramy Martulexa spod domu. Całą drogę próbujemy obrać jakąś strategię na rajd:
1. Trzeba pojechać z głową!
2. Na spokojnie!
3. Trzeba pojechać rozważnie!
itd.

Suma sumarum - wszystko zostało zapomniane :) i liczyło się jedno: 3F (faja, faja, faja)... chociaż później okazało się, że ulubionym słowem Marty, gdy zwracała się do mnie było: PIZDA!
Normalnie bym się na nią obraziła:D bo usłyszałam to milion razy ;) ale warunki do szastania q..rwami były sprzyjające :) Także - pięknie to my żeśmy się nie wysławiały tego dnia:) Mama nie byłaby z nas dumna:))))) Prof. Miodek myślę, że mógłby się nawet popłakać...





Dojeżdżamy do Wisły po dłuuuugiej podróży. Mamy zarezerwowane spanie "U Wujcia". Nawigacja kieruje nas ostro w górę. O zgrozo! Laweta po tych krętych dróżkach na wysokościach! No nie było zbyt łatwo - zwłaszcza, gdy wjechaliśmy ludziom prawie na podwórko, gdy ci spokojnie przebierali truskawki i ni chu chu nie mogliśmy złapać na początku wspólnego języka:) My chcemy do Wujcia, Miły Pan mówi, że nie DO WUJCIA tylko DO SZWAGRA :D Po chwili okazało się, że przyjechaliśmy do wspomnianego wyżej szwagra czy innego krewnego naszego docelowego Pana Gospodarza:) Tak więc pokierował nas właściwą drogą. Jakoś się "wdrapaliśmy". Ściągamy Złomka i decydujemy, że ruszamy na miejsce jutrzejszego rajdu, może coś podpatrzymy. Druga sprawa, to musimy pokazać Marcie jak działa Złomek i jego dobrodziejstwa, czyli wyciągarki, blokady itd.
Pytamy naszego Gospodarza jak dotrzeć do miejsca "Pod Piramidą" - dostajemy odp ze 3 km w górę! Bez wahania ruszamy w górę - oczywiście z nawigacją:D Faktycznie Google mówi, że "Pod Piramida" jest na górze - tyle, że my jedziemy cały czas dróżkami dla turystów, pieszych turystów, a miejscami to wspinających się turystów. Generalnie dróżki przypominają bardziej ścieżki dla chomików niż dla Złomka:) Dodatkowo - chomiki mają nie lada kłopot - bo na ich ścieżkach leży od cholery głazów i olbrzymich kamieni. Także ten... testy w terenie z Martą miałyśmy wymarzone:) Mega wąsko i wszędzie przepaść! Wyjeżdżając od "Wujcia" cała nasza trójka - wyfiołkowana, białe t-shirty, białe buciki tip top... Po prawie 2h jazdy w naprawdę trudnym terenie - wyglądaliśmy wszyscy jak byśmy byli już po rajdzie:D Mąż Mój Pierwszy Najlepszy - który całą tę naszą przygodę przejeździł z boku na rurce, wyglądał NAJLEPIEJ! Był calutki w błocie, miał pełne buty wody a biały t-shirt nie nadawał się nawet, aby go zabierać do domu i zanieczyszczać pralkę. Dodatkowo - całą głowę i koszulkę oblepiła mu jakaś mszyca czy cuś... Zresztą... miał za swoje - wykłócał się ze mną przez 2 godziny, że SPECJALNIE nie zwracam na niego uwagi, że wjeżdżam w kałużę z większą prędkością i że jadę tak, aby wszystkie gałęzie ze Stumilowego Lasu chlastały go po gębie:D  Powiem tak... mała chłosta nigdy nikomu nie zaszkodziła :D Marta miała niezły ubaw, bo zobaczyła nasze prawdziwe offroadowe oblicze - wariatów-furiatów! :D
 Jakimś cudem - SERIO CUDEM!!!! - dojechaliśmy "Pod Piramidę". Nic nie zobaczyliśmy bo praktycznie już było ciemno, a trasy w lesie. Więc dupa tam... zjedliśmy coś co u nas wygląda i smakuje jak strogonoff, a co w Wiśle zwą ....(nie pamiętam:)) i wróciliśmy - już bez niespodzianek - Do naszego Wujcia:).
Rano zbiórka na pl. B.Hoffa w Wiśle. Przyznam szczerze, że takiego prologu, rozpoczęcia i startu nie widziałam jeszcze nigdzie na żadnym rajdzie. Była rampa, było przedstawianie każdej załogi, były zdjęcia, flesze, reflektory, a nawet GWIAZDY SPORTU! Na zaproszenie Dagmary przybył do nas Kajetan Kajetanowicz (prosto od Księdza! Czysty jak Łza!).












Po pięknym przedstawieniu wszystkie załogi gęsiego jadą "Pod Piramidę". Tam odprawa i START! Trzy klasy mają różne trasy i OSy. Wszystkie OSy są liczone na czas, więc jest lekka nerwówka i czuje się adrenalinę w powietrzu. :) Nasza klasa Extreme - bardzo mocna. Jesteśmy świadome z Martą tego, że wszystkie załogi z Extreme mogą być na pudle! Wszystkie są na to gotowe, bo mają super auta, doświadczenie w off-road i babski upór. :)
Zaczynamy :)

Pierwszy OS - kolejka na dojazdówce, mijamy - od razy jedziemy na kolejny - szkoda czasu.
Tam bez kolejki ruszamy - kilka głębszych kałużek oraz zakręt 180 stopni, na którym ślizgał mi się Złomek i straciłam kilka sekund - bo uwaga... nie wypięłam blokady i koła średnio współpracowały. Wszystko działo się tak zajebiście szybko i na pełnym gazie, że zwyczajnie zapomniałam. Poza tym - to pierwszy OS - na rozruch :) Okazało się, że poszło nam całkiem dobrze i wcale zakręt aż tak bardzo nie zaszkodził.




Dalej - następny OS - kolejna pętla - nieco dłuższa - wjazd pod stromą górę i ostre zakręty, później pełna prosta z wodą, znowu zawrotka i w las w górę - ostry, stromy zjazd i meta. Pełna mobilizacja i już poszło nam naprawdę fajnie. Świetna współpraca między nami i 100% zrozumienie i wyczucie rytmu. Oł jeeee. Jesteśmy podjarane jak dzikie kuny w agreście i chcemy więcej i więcej :)
Lecim!
Trzeci OS - tu wszyscy nas straszą, że jest ciężko. Faktycznie, podjazd wygląda dość złowrogo. Jest bardzo stromo, a do tego na lewe koło czeka zajebiście wielki zwój korzeni. Ustalamy z Martą, że próbujemy to przeskoczyć - jeśli się nie uda za pierwszym razem - nie powtarzamy, nie zjeżdżamy na dół na powtórkę, bo szkoda czasu. Od razu lina i wyciągarka. Napędzam się ostro i niemalże Złomek wdrapuje się na górę, koła odrywają się od ziemi i już już przechyla się do tyłu, ale nie... podkopuje piachem koła, aby nie było wywrotki - w tym czasie Marta biegnie z liną. Rach ciach i jesteśmy na szczycie góry. Pędem zjeżdżamy w dół. Mąż Mój - Pierwszy Najlepszy twierdzi, że aż za szybko ;) Ale co tam - najważniejsze, że ładnie poszło. :)





Został nam jeden OS i kończymy pierwszy etap.
Jedziemy - OS rozpoczyna się wjazdem do wody i zrobieniem pętli w lesie - bardzo wąsko, między drzewami, mnóstwo korzeni i pniów, a także skał i kamieni czyhających na Złomkowe mosty:) Udaje się wszystko. No... jest chwila grozy, bo Pani Fotograf musiała nieźle uciekać przed nami. Nie spodziewała się, że wybierzemy tę drogę... Całe szczęście - bez ofiar:D Panią jeszcze raz PRZEPRASZAM jeśli to czyta!

Kończymy I etap - jesteśmy z siebie bardzo zadowolone. Wiadomo - po fakcie widzimy, że gdzie niegdzie można było urwać sekundy, ale to jest moment, chwila i na TAMTEN MOMENT i TAMTĄ CHWILĘ wydaje Ci się, że robisz wszystko najlepiej jak możesz i potrafisz.

Baaaardzo długa przerwa pomiędzy etapami - posilamy się obiadkiem "Pod Piramidą" i uprawiamy networking:D Pierwsze koty za płoty, dziewczyny coraz bardziej wyluzowane. Cieszę się, że tu jestem i że mam okazję je poznać. To fantastyczne Babeczki!  Rajd rajdem, rywalizacja rywalizacją, ale poznanie ludzi, których jara to samo co nas - jest chyba najważniejsze i najfajniejsze:)


Kasia - Ruda Merida Waleczna zwaną Duduś Balbinką - rano przed naszą paradą pocięła wszystkim koszulki - porobiła dekolty - wszak to dziewczyny i co jak co - ale podkreślony bufet jest ważny! :D Mało tego - Merida wygrała wyjazd do Malezji w przyszłym roku - czego serdecznie jej gratuluję, bo dzień wcześniej wspominała, że to jej marzenie! Dudusiu - marzenia się spełniają :)
Ola i Gabrysia - faworytki w aucie DIABŁA:D jakież to jest cacko... jak to ładnie się zbiera i jaką ma moc! 400 koników to już można poszaleć:) Dziewczyny - siostry - dały czadu i zdobyły pierwsze miejsce tym Czerwonym Wariatem:) Bardzo fajne, piękne i towarzyskie dziewczyny, które chciałabym jeszcze kiedyś spotkać na rajdzie:)

Drugi team siostrzany to Sylwia i Ola - młodziutkie śliczne dziewczyny, które mają wielkie serce do walki, które są w offroadzie od dziecięco-szczenięcych lat dzięki ich Tacie. O Oli słyszałam już dawno, że jeździ z Tatą po Polsce i jest pilotem. Cieszę się, że mogłam je poznać. Fantastyczne dziewczyny - chciałabym, aby moje córki też w tym wieku biegały z liną:D


Dwie dziewczyny z klasy Adventure - Patrycja i Iza. Mocno im kibicowałam. To był ich debiut i skończyły na 3 miejscu. SUUUUUPER! Dziewczyny ryzyka się nie bały. Cisnęły jak szalone. :) Przy tej całej adrenalinie i skupieniu - uśmiech nie schodził im z zabłoconych buziek. Uwielbiam takie BABY!



Zaczynamy II etap. Są dwa OSy na bazie. Dość długa pętla z wybojami i kałużami ze sraczkowatym błotem. Ruszamy z Martą. Zapierd.....amy, bo to już końcówka rajdu, więc nie ma srania po krzakach... Przejeżdżamy jedną, mega wielką kałużę, kolejną i.... wycieraczka z mojej strony odmawia posłuszeństwa, a nie jesteśmy nawet w połowie..... Nic nie widzę! Kurwa nic! Tylko sraczkę na szybie! Nie mogę wychylić głowy przez drzwi bo trzymają mnie pasy. Marta ma małe okienko w szybie czyste i zaczyna się totalna improwizacja. Po tym jak 100 razy krzyczę: Q...wa!!! Q..wa!! nic nie widzę, a zapieprzać trzeba, Marta staje na wysokości zadania i pilotuje mnie jak ślepego! Dosłownie tak się czułam - jak ślepa. I teraz nie możemy popierdolić LEWA PRAWA bo skończy się to albo rolką albo spadnięciem w przepaść. Dolatujemy do mety - o dziwo z b. dobrym czasem. Ręce i nogi jeszcze mi się trzęsą i serio...jestem przerażona i szczęśliwa, że nigdzie nie wyjebałyśmy w pejzaż. uff...





Pozostaje ostatni OS - najbardziej widowiskowy, na który wszyscy czekają. Mnóstwo widzów, dziewczyny już zmęczone i żadna załoga nie chce jechać pierwsza:) Podejrzewam dlaczego... na OSie są dwa wielkie głębokie, wykowane rowy i nasypane górki piachu. Wiadomo, że każdy kolejny przejazd może być łatwiejszy, bo każde auto jednak trochę z tych górek piachu "zdejmie" i zasypie nieco rów. Sędzia decyduje, że jedziemy w kolejności numeru startowego. Tiaaaaa..... kto to zapisał się pierwszy???? :D no my...
Jedziemy z Martą. Wiemy, że to decydujący OS. Decydujący, bo na bank dwa razy, trzeba będzie użyć wyciągarki. Na tym traci się sekundy i na tym też zyskuje się sekundy jeśli ma się dobrą wyciągarkę. Także ten, z deczka jesteśmy obsrane a na plecach czujemy oddech...nie konkurencji - MAĆKA!!! :D Wiem, że liczy na nas, że pokażemy tu prawdziwe serce offroadowe i prawdziwy charakter Złomeczka. No i...  no i tak:) Poszło świetnie - miałyśmy najlepszy czas w tym OSie. Poszło nam sprawnie, chociaż były momenty, że piłowałam Złomka za bardzo. Popełniłam kilka błędów i się do tego przyznaję. Ale była presja:) Było mało czasu:) Była adrenalina:) Była mega zabawa:) i pojechałyśmy najlepiej z Martą jak mogłyśmy.











Po tym OSie w sumie już się cieszyłyśmy, że pojechałyśmy pierwsze. Resztę widowiska mogłyśmy już na spokojnie obejrzeć jako widz. A było na co popatrzeć. Dziewczyny dały z siebie wszystko, a nawet więcej:)

Wieczorem wyniki. Klasa Extreme uwieczniona tutaj:

A tu dokładniej:

Na podsumowanie: To był świetny dzień! Teren "Pod Piramidą" - genialny dla off-roadu. Organizatorzy przygotowali nam super OSy i piękną oprawę całego wydarzenia.

Marta - pilotka moja - wszyscy ją pokochali, a Ona pokochała Złomka :) Cieszę się, że mogłyśmy wspólnie spróbować sił! Dziękuję Ciotka! ;)

Za zdjęcia dziękuję bardzo:
1. Męzowi Memu <3
2. Rally Foto.pl - fot. Marcin Kaliszka
3. LuckyFoto.pl / Łukasz Maletz
4. MOTOCAINA.pl
5. Damianowi Kawa


Jeśli podoba Ci się nasz blog - polub nas na facebook:
https://www.facebook.com/offroadzimy








Brak komentarzy:

Prześlij komentarz