sobota, 28 kwietnia 2018

O tym jak podjęłam "Męską Decyzję" po Sobocie w Błocie III - Czerwony Bór

Sezon błotny mieliśmy rozpocząć 2 tygodnie temu i było już baaaardzo blisko, ale... No właśnie, ale zamiast na rajdzie, skończyliśmy na Barskiej (w szpitalu na Barskiej :P). Jak to się stało? A no już Państwu wyjaśniam...
Sobota, godz. 5:00 - kanapki zrobione, pełna mobilizacja rajdowa. Mąż Mój - Pierwszy Najlepszy wjeżdża Złomkiem na lawetę pod blokiem, zapina koła, a ja "wtem" "nagle" "raptem" patrzę, że w Złomku leżą owe kanapki. Niczym młoda, zwinna łania wskakuję z boku na lawetę i już już kopytkiem staję na rurce Złomka sięgając po kanapki, gdy  "wtem" "nagle" "raptem" kopytko się ześlizguje, a ja wykonuję salto do tyłu, którego pozazdrościłby mi sam Bruce Lee! I wtedy okazuje się, że w rzeczywistości żadna ze mnie zwinna, młoda łania, ale pierdołowata, podstarzała sarna :P.