sobota, 12 maja 2018

Fantazje Mieszka - jak obiecał tak zrobił! O Lajtowym Pucharze w Zalesiu Górnym słów kilka

Na Lajtowy Puchar u Mieszka zdecydowaliśmy się dość późno, bo maj to miesiąc komunii (mamy 3!) :) Był to nasz pierwszy Lajtowy. Ale, ale... gdy tylko okazało się, że Komunia jest o 12:00 w niedzielę w Zambrowie, zapaliła się pomarańczowa lampka - że może się to udać... Może za paznokciami błoto jeszcze będzie - ale co tam... Zielona zapaliła się, gdy zaczęłam czytać o rajdzie. Ile załóg! Ilu znajomych! Jak blisko! Jaka pogoda! itd. itd. :)

Generalnie to był to pierwszy rajd, na który pojechaliśmy Złomkiem na kołach - bez lawety! Złomuś pomieszkuje u Pawlaczka, a baza rajdu była w odległości 5 km od Pawlaczka :D Tak więc tym razem "zaoszczędziliśmy jak w ING"  na lawecie :D



Baza w Zalesiu Górnym przy basenie - fajne miejsce, bo po rajdzie część załóg w basenie podmyła dupki swoim 4x4nożnym partnerom :D

Kierownikiem całego zamieszania jest Mieszko. Mieszko kocha off-road jak mało kto. Pomimo, że nie jeździ już w extreme - czuje klimat jak mało kto... Poznaliśmy się kilka lat temu, gdy kupiliśmy Złomka. W sumie to Mieszko nas nauczył jak się z nim obchodzić - i mnie i Macka, bo Złomka zna świetnie. Do dziś tak sobie myślę, że ma do niego jakiś sentyment... Milion soczystych "q..rew" posypało się przez te kilka sezonów :) Mieszko zawsze marzył o swoim rajdzie. Gdziekolwiek byśmy nie byli razem, zawsze bacznie obserwował organizacje, wyłapywał plusy i minusy i gdzieś tam już knuł :) Knuł i jarał się jak Rzym za Nerona! Jarał się tym, że on to kiedyś zrobi inaczej.



I tak jak mówił, tak też zrobił! Wyobraźcie sobie tutejsze tereny - bez wąwozów, bez gór, bez mokradeł... - i zróbcie tam próby dla EXTREME. No fuck..ing way! Nie jest to prosta sprawa! A jednak... :) Da się!

Nasza ulubiona próba - góra z piachu z koparką na górze. Nalataliśmy się tam i nakombinowaliśmy, ale było świetnie! Góra była naprawdę wysoka i stroma, a piach leciał pod stopami, więc pilot-ka miała co robić. Wszyscy czepiali się łańcuchów w koparce i ciągali :)





Ale zaczęło się średnio... bo pierwsza próba nas zaskoczyła. Jechaliśmy na luzie po roadbooku papierowym. Wpadamy na OS i co... i kupa. Nie ma pieczątek. Wszyscy biegają jak poparzeni! Nie ma! Ktoś tam znalazł jedną! WIELKA RADOCHA:) Ktoś inny drugą!!! To już szampany strzelają :) W sumie nacięliśmy całe 6 na bodajże 25. Czułam się trochę jak w podstawówce kiedy się śpiewało piosenki z angielskimi kawałkami... Czaisz co 20 słowo, ale i tak śpiewasz na głos. I ja tak latałam..i wszyscy latali :D  Szybka decyzja - spier....my na kolejną próbę:) Wyjeżdżając - koreczek na trasie - Maciej tnie boczkiem i zakopuje się - początkowo wydawało się, że w błocie - ale czepiam linę do drzewa i lina trzask - pęka. Okazuje się, że krzaki przysłoniły wredny pień i Złomek centralnie rozsiadł się dupskiem na tymże. Ratuje nas inna załoga - wyciąga do tyłu. Szybka refleksja - dobrze, że lina pękła, bo by Złomka rozszarpało... Linę łatamy węzłem marynarskim :D żartuję - jakaś plątanina wyszła! :D

Zmykamy dalej na żwirownię. Tutaj też ciężko nam znaleźć punkty. Są dobrze poupychane. Zrobię dziś ze 30 km na nogach - to pewne :D Punkty nie są mocno wymagające, ale cały pic polega na tym, że trzeba je znaleźć... Mąż Mój - Pierwszy Najlepszy już zaczyna się denerwować, że trzeba trochę poszukać... ale to nie on szuka - tylko ja :D ale dobra - część się udało - podbijamy kolejny OS i lecimy dalej.
I w tym momencie - OLŚNIENIE - PRZECIEŻ JEST APLIKACJA!!! A W APLIKACJI SĄ POZAZNACZANE PUNKTY!!! Wchodzę - na początku rozkminiam - chodzę, biegam, spaceruję jak nastolatki szukając Pokemonów... I w tym miejscu musicie sobie wyobrazić moją minę, jak bardzo staram się nie wyrzucić z siebie miliona "qrew" - dlaczego od razu nie pojechaliśmy PO APCE!!!  JAKIE Z NAS PARÓWY!!! Wszystko jest! I dopiero od tego momentu zaczął się dla nas prawdziwy rajd! Z aplikacją cięliśmy już jak leci - wszystko! Została godzina i dwie Próby. Bagienko i woda. Woda przy bazie więc decydujemy się na wodę. W sumie to po tak upalnym dniu, kilkudziesięciu kilometrach na nogach w czarnym kombinezonie - marzyłam o tym, aby się trochę ochlapać. I tak też się stało - ostatnia próba przy bazie była bardzo fajna. Zrobiliśmy ją szybciutko, zwinnie i miło.







Lajtowy Puchar jest WIELKĄ IMPREZĄ!!! Mieszko postawił na swoim - zrobił wydarzenie dla wszystkich. I to jakie wydarzenie! 170 załóg - całe rodziny w autach! Mnóstwo dzieciaków, a na ich umorusanych dziobach wielka radocha!!! PSE PANA PSE PANA... CY MOGE ZDJECIE SOBIE ZLOBIC W TYM SAMOCHODZIE?????? A CY MOZE PAN POGAZOWAC??????
Myślę, że spokojnie można powiedzieć, że Lajtowy łączy ludzi i zaraża pasją do błota! Z edycji na edycję jest coraz więcej chętnych - a Mieszko - Mieszko króluje! Jak prawdziwy Książe:)
Może być z siebie dumny! Bo Lajtowy jest na językach wszystkich!

I jeszcze jedno - do Mieszka przyjeżdżają nie tylko załogi, aby się dobrze bawić, ale też fotografowie i filmowcy! Zdjęć i filmów jest cała masa. Wszystkie świetne! Ja pozwoliłam sobie wykorzystać fotki od:
Terenwizja, Extreme Photografy, Fotograf w Terenie i TKorta Photo.

W sumie zajęliśmy 6 miejsce na 20 załóg. Jestem zadowolona :) Ale mogłoby być lepiej :P

Mieszko. GRATULUJEMY!!! Zrobiłeś inaczej:)
Do zobaczenia na następnej edycji. :)




Jeśli podoba Ci się nasz blog - polub nas na facebook:
https://www.facebook.com/offroadzimy








Brak komentarzy:

Prześlij komentarz