sobota, 28 kwietnia 2018

O tym jak podjęłam "Męską Decyzję" po Sobocie w Błocie III - Czerwony Bór

Sezon błotny mieliśmy rozpocząć 2 tygodnie temu i było już baaaardzo blisko, ale... No właśnie, ale zamiast na rajdzie, skończyliśmy na Barskiej (w szpitalu na Barskiej :P). Jak to się stało? A no już Państwu wyjaśniam...
Sobota, godz. 5:00 - kanapki zrobione, pełna mobilizacja rajdowa. Mąż Mój - Pierwszy Najlepszy wjeżdża Złomkiem na lawetę pod blokiem, zapina koła, a ja "wtem" "nagle" "raptem" patrzę, że w Złomku leżą owe kanapki. Niczym młoda, zwinna łania wskakuję z boku na lawetę i już już kopytkiem staję na rurce Złomka sięgając po kanapki, gdy  "wtem" "nagle" "raptem" kopytko się ześlizguje, a ja wykonuję salto do tyłu, którego pozazdrościłby mi sam Bruce Lee! I wtedy okazuje się, że w rzeczywistości żadna ze mnie zwinna, młoda łania, ale pierdołowata, podstarzała sarna :P.


Wszystko byłoby dobrze, gdybym miała refleks Bruce'a Lee - ale nie mam. Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie krawężnik, o który wyrżnęłam głową aż miło zadudniło na całych Skoroszach. Maciej z deczka się wystraszył, bo podłączyło mnie do prądu i język mi się pomieszał... chciałam mu powiedzieć, że kręci mi się w głowie, ale jedyne co mi się udawało to: bleggęlelsjcosjdclsnckndbvciudcixuochfyvgsiuhdcoijdsciufishcidsjcoidjisasaaaa. Więc... jakoś nie zrozumiał :/  A niby ciągle powtarza, że rozumiemy się bez słów! :D
Jak już delikatnie się ocknęłam - moje pierwsze zdanie:
- Wiesz.... trochę mnie boli ta głowa...chyba nie pojedziemy... :(
...
No i nie pojechaliśmy, za to Maciek zadzwonił po karetkę, bo okazało się, że głowę mam rozciętą porządnie. Na Barskiej trochę mnie oskalpowali, żeby dostać się do rany, ale już teraz nic nie widać. :) Pani "zszywająca" tylko ze smutkiem w oczach stwierdziła, że już by nie polecała extremalnych, weselnych fryzur - no jakoś mnie to nie zmartwiło :/  Extremalną, weselną fryzurę miałam RAZ i już więcej się nie odważę :D W karetce było wesoło, trzech przystojnych, młodych panów zabawiało mnie całą drogę:
- JAKĄ MUZYKĘ NA DROGĘ SOBIE PANI WYBIERA? DODAM, ŻE WYBÓR DOTYCZY WYŁĄCZNIE REPERTUARU DISCO-POLO. :P
- A TO JEŚLI DISCO-POLO - TO NIECH PAN ZDECYDUJE - DOSTOSUJĘ SIĘ :P

I tak o to w rytmie "KRÓLOWEJ NOCY" wjechałam na pełnej p.... do szpitala :D

Po tygodniu zdjęłam 6 szwów, a pierwsze moje pytanie do chirurga brzmiało:
- Czy za 5 dni mogę jechać na rajd??
Chwila ciszy...Pan Dr spokojnie mówi:
- Jak Pani musi...to niech Pani jedzie...tylko niech już Pani nie skacze po lawetach :D

I takim to sposobem dotarliśmy na SOBOTĘ W BŁOCIE 3 W CZERWONYM BORZE!
Znajome miejsce:))) Baza ta sama co 2 lata temu! Dużo znajomych twarzy - ależ fajnie wszystkich znowu zobaczyć :) Sporo nowych, fantastycznych Offroadowców! Piękna pogoda i 70 startujących aut!
Do zdobycia 169 punktów na 19 OSach. Baaardzo dużo - a pętla jedynie na 50 km. TAK LUBIMY!!!! Krótkie dojazdówki to wspaniała sprawa!
Organizatorzy wypuszczają załogi wg klas. Nasza Extreem rusza mniej więcej w połowie. Wszyscy jadą na 1 OS. WSZYSCY - i praktycznie od razu - większa połowa zawraca. Część załóg rezygnuje, bo się "zakorkowało", druga część rezygnuje gdy widzi trawersy wytaśmowane na górze. Do zdobycia 20 pieczątek. My ruszamy - nie ma srania po krzakach!  - czepiamy się, wisimy, ciągamy, znowu wisimy, znowu podciągamy, driftujemy, itd. itd. Pierwszy OS zabrał mi sporo energii, bo było też sporo latania z liną i przepinania. Mąż Mój - Pierwszy Najlepszy nie jest fanem asekuracji, więc wszystko robimy tylko na przedniej linie (dosłownie raz dopinamy tył). Nie mogę wyjść z podziwu jak on się BAWI Złomkiem, jak dobrze go czuje, zna i wie jak się Złomek zachowa w każdej sytuacji. Pomimo, że koło odrywa się na co najmniej metr - Maciej radzi sobie genialnie! Raz się oprze na drzewie, innym razem zakopie koła w piachu i tak się posuwamy metr za metrem.



2 lata temu na tym trawersie straciliśmy szybę przejeżdżając pod jednym drzewem. Nie uwierzycie, ale w tym roku straciliśmy ją ponownie! Na tym samym drzewie :)
Kończąc ten trawers, na OSie nie było dosłownie nikogo! Za nami jechał tylko quad - swoją drogą - NIEZIEMSKIE KOTY - mniej więcej w połowie wyprzedzili nas i polecieli dalej. Zdobyli też 1 miejsce w swojej klasie - i wcale mnie to nie dziwi  - i bardzo im gratuluję!  Pierwsze 20 pieczątek mamy w kieszeni  - a raczej w telefonie, bo zakupiliśmy nowy sprzęt  - sprawdził się doskonale. Ciekawe czy przetrzyma ten sezon. Poprzedni - Hammer - nie wytrzymał nawet do końca 2017.

Zjazd z trawersu tylko po to, aby znowu zobaczyć kolejne taśmy w górę. Znowu wskakujemy wysoko wysoko! Był już taki moment, że autentycznie - nie mogłam się doczekać kiedy się skończy. :) Było ciężko, stromo, wysoko i gorąco. Później nawet rozmawialiśmy czy było warto robić te dwa pierwsze OSy i tracić tyle czasu, bo można było jechać dalej i "nałapać" o wiele łatwiejszych pieczątek. Ale... ale nie.. może się nie opłacało, ale warto było! Dla nas to super doświadczenie a takich trawersów nie powstydziłby się żaden Organizator! Maciej stwierdził, że nawet na ostatnim Bałtowie takich nie było. Podobno gorsze były tylko na Reszlu i u Franza:) Także, ja się bardzo cieszę, że go przejechaliśmy, ze nie odpuściliśmy żadnej pieczątki i że poszło nam dość sprawnie - bo  jedyne 2h :D Poza tym, z moich obserwacji wynika, że zrobiliśmy go jako nieliczni - 1 quad i Bracia Święccy - którzy pomimo awarii na samym starcie, gdzie stracili 1,5h - dogonili nas na jakimś 3 lub 4 OSie - robiąc po drodze wszystko! Z takimi jak ONI - rywalizacja to czysta przyjemność! Chłopaki zapierd.... aż miło :) I robią to mega sprawnie! Dobrze się ich ogląda - nawet jak jadą bez hamulców:) Bo wiem, że cały rajd tak własnie zrobili. Gdyby nie awaria - stanęliby na podium bez zająknięcia.


Dalej wg roadbooka  - żwirownia - sprawnie łapiemy wszystkie punkty. I dalej - znowu trawersy w lesie :) Ależ ja dziś dostaję w dupę :) wspinaczka z pasem, liną i hakiem to nie lada wyczyn na tych stromiznach ;) Znowu sami, nikogo nie ma - ruszamy - krok po kroku, metr po metrze, ciągamy się i przepinamy. Mąż Mój - Pierwszy Najlepszy zauważa, że kompresor cały czas pompuje powietrze - nieważne czy blokada zapięta czy rozpięta. Nie udaje się wyłączyć przekaźnika, dopiero całkowity demontaż pomaga. Pomaga bo już nie pompuje, ale jesteśmy bez blokad :( Szkoda, bo blokady w terenie to połowa roboty. No nic, coś za coś. Nie poddajemy się. :) Wszak nie pierwszy raz robimy rajd bez blokad ;-) Mamy komplet punktów z kolejnych OSów. Dalej po roadbooku - żwirownia - obok czasówka i kolejna żwirownia. Czasówka w wykonaniu Męża Mojego - Pierwszego Najlpeszego - to piękna pokazówka! Czas - NAJLEPSZY - 27 sek z groszami. Złomek skakał jak żaba po dziurach a Maciej obijał boczki i głowę jak raczkujące dziecko stoliki kawowe w salonach :)
Jestem bardzo dumna! taki czas to bajka:)





Lecimy obok na drugą żwirownię. Pieczątki wysoko - no korzeniach i konarach drzew - łatwo o fikołka, więc gdzieniegdzie trzeba się czepiać i wciągać po linie. Bardzo wysoko - wspinam się, chociaż nie ma się czego łapać bo tylko piach, który się sypie. Wspinam się, dyszę do słuchawki i tak sobie myślę....
NIECH MI TYLKO SŁOWEM PIŚNIE, ŻE SZYBCIEJ ALBO CO TAK WOLNO...NIECH SIĘ TYLKO ODWAŻY POWIEDZIEĆ SŁÓWKO TO PUSZCZĘ TAKĄ WIĄZANKĘ JAKIEJ CZERWONY BÓR DO TEJ PORY NIE SŁYSZAŁ. 
Wdrapuję się i mówię - MASZ SZCZĘŚCIE ŻE MNIE NIE POGANIAŁEŚ, BO JUŻ MIAŁAM PRZYGOTOWANĄ CAŁĄ WIĄCHĘ..
- HEHE, SŁYSZAŁEM TO W TWOIM ODDECHU!!! NIE MUSIAŁAŚ NIC MÓWIĆ :D:D:D

Ostatni punkt na tym OSie - wygląda niepozornie, ale jedna strona auta jedzie bokiem nad przepaścią - na żwirowni, gdzie piach cały czas się sypie. Decyzja - czepiamy Złomka - szukam drzewa - jest - liche i cieniutkie - widać, że już ktoś się na nim czepiał, ale ryzykujemy. Bierzemy ostatni punkt i chcemy puścić Złomka w dół. I wtedy to wyskakuje gałka od biegów i za żadną cholerę nie można jej wsadzić ponownie do wybieraka. Więc Złomek z Maćkiem w środku wisi na piachu próbując wcisnąć na miejsce. Jakoś udało nam się ściągnąć Złomka na płaską powierzchnię, gałkę też udało się włożyć do wybieraka, gorzej że po demontażu - nie udało się jej już przykręcić. Więc do końca rajdu trzeba było ją trzymać - BO WYLATA! :D

Lecimy na kolejny - 9 OS. Tu tylko 3 pieczątki - ale gałka znowu wylata z wybieraka. Doganiają nas Bracia Święccy - nawet próbują nam pomóc. Mają przynajmniej narzędzia - my jak zwykle - nawet bez śrubokręta... Niestety zostaje nadal nie przykręcona. Punkty wzięte - jedziemy dalej.

W końcu coś mokrego... Błotko i woda. OS w błotku robi Maciej sam - Złomuś pomyka aż miło. Kolejny to woda na żwirowni. Jest tu dość zdradliwie - jak to na żwirowni - tu woda po kostki a za chwile może być po cyce. Decydujemy się na szybką zmianę garderoby. TAK TAK.... Woderki wieźliśmy specjalnie na tę okazję  :) na 9 i 10 OS. ;) Wskakujemy i włażę do wody - wytyczam trasę  Złomka - bierzemy po kolei punkty. Zostaje jeden. Ruszam i nagle chlup.... do woderów leje się woda. Głęboko... a ja GUUUPIA - próbuję płynąć w nich! Jakoś wyłażę. Woda mi chlupie - ostatni punkt robimy już tyłem z góry.

16:10. Do zdania kart mamy 50 min. Decyzję podejmuje Mąż Mój - Pierwszy Najlepszy. Zjeżdżamy na bazę. Limit awarii na dziś wyczerpany. I tak też robimy. Przyjeżdżamy z kompletem 89 punktów i najlepszą czasówką.


Idziemy się trochę odświeżyć :) Z woderów wylewam wiadro wody z piachem. NIE-MILUSIO.... :D
O 20:00 wyniki. Czekamy podnieceni bo wiemy, że dobrze nam poszło pomimo awarii.
Biesiada na całego! Stoły z białymi obrusami - gorąca grochówka, schabowy na pół talerza i śliwowicy opór dla wytrwałych. :)



Wyniki:
Wywalczyliśmy II miejsce! To dobre rozpoczęcie sezonu! Dostaliśmy piękne puchary i super nagrody!



Krótkie podsumowanie: 
1. Stowarzyszenie off-road Narew4x4 Łomża - oficjalnie tutaj mówimy!
PRZYJEDZIEMY NA KAŻDY! ALE TO KAŻDY RAJD ORGANIZOWANY PRZEZ WAS! NIEWAŻNE GDZIE KIEDY I DLACZEGO!
2. Tereny, tereny, tereny...i krótkie dojazdówki do OSów! My skończyliśmy na 10 - a było wszystkich 19 OSów. Podobno najfajniejsze miało się dopiero zacząć... czyli błoto, torfy i pływające dywany. Złomek się czuję w takich klimatach najlepiej :) Cóż - może następnym razem.
3. Świetny roadbook. To chyba pierwszy rajd, gdzie nic nie popieprzyliśmy trasy. Nawet 1 metra!
4. Wielkie, widoczne punkty. Nikt nie tracił czasu na poszukiwania "zaginionych" "schowanych" pieczątek.
5. Zajebisty pomysł z plakietką wodoodporną, którą trzeba było przykładać do punktów! Niech to już się stanie tradycją!!! :)
6. After party - bajecznie :)))) pyszna micha, świetny DJ, który potrafił ludzi zachęcić do zabawy i poprowadził wyniki! Rano wstał "bez głosu", ale Chłopak, całą noc ciężko pracował. :)
7. LUDZIE!!! Społeczność offroadowców jest wyjątkowa! Cały dzień jest rywalizacja, ale jak już kurz opadnie - wszyscy się tak super integrują! Na Podlasiu chyba jest to widoczne najbardziej :) Spotkaliśmy się z niezwykłą sympatią, życzliwością i gościnnością! Oczywiście dużo tutaj robi trunek bogów, którego i my nie wylewaliśmy za kołnierz:D ale mimo wszystko - jest tu coś wyjątkowego!!!


Dzisiaj też podjęłam "męską decyzję". Oficjalnie ogłaszam, że zostaje wyłącznie PILOTEM - nie będę już jeździć. To jest już ten moment, kiedy trzeba uczyć się wyłącznie jednej roli, szkolić się, zdobywać doświadczenie i wygrywać :) Długo się broniłam, ale patrząc na to jakie cuda Maciej robi ze Złomkiem, jak go czuje, jak manipuluje i jak się razem ze sobą bawią - postanowiłam, że nie będę im tego psuć, a wyłącznie w tym pomogę. :) Poza tym - pilotowanie takich dwóch artystów to wielkie wyzwanie i wielka dla mnie motywacja do nauki:)
Także - od dzisiaj widzicie mnie wyłącznie w roli pilota. Obiecuję, że nie zawiodę. :)

I jeszcze na koniec takie miłe wspomnienie:
Podchodzi chłopak - widać, że wypił ciut więcej niż 1 promil, i mówi:
- PANIĄ TO JA KOJARZĘ! BYŁA PANI I ROK TEMU I DWA LATA TEMU, ALE PANA TO NIE! NIE KOJARZE!!!
 Na co Mąż Mój - Pierwszy Najlepszy odpowiada:
- WIDZISZ CHŁOPIE! JA ORGANIZATORÓW TEŻ NIE KOJARZĘ, CHOCIAŻ JESTEM TU JUŻ TRZECI RAZ! A JESSIKĘ KOJARZE! MAŁO TEGO! NAWET WIEM JAK SIĘ NAZYWA!

 I tym miłym akcentem - pozdrawiamy całą ekipę ze Stowarzyszenia oraz wszystkie osoby, które pomagały przy organizacji tego pięknego dnia!!!!!!!!!!!! :D

Jessika i Damian - a za 3 miesiące - 11 sierpnia :) - zadzwonimy do Was i zaśpiewamy Wam GORZKA WÓDKA!!! :D Najlepszego na Nowej Drodze Życia!!! :D

Kilka zdjęc pożyczyliśmy od Wojtka Lewandowskiego, a film nagrali dla nas Ci dwaj Panowie, za co dziękujemy!


Jeśli podoba Ci się nasz blog - polub nas na facebook:
https://www.facebook.com/offroadzimy














Brak komentarzy:

Prześlij komentarz